A
A
A
Mroźne przygody pana majora
Nam nie trzeba Bundeswehry, nam wystarczy minus cztery. Pamiętacie te rymowankę, koledzy z wojska? Rzecz w tym, że słupek rtęci spadł ostatnio duuuuuużo niżej. I jeszcze zleci. W Polsce panika, a u nas...
A u nas, starych twardzieli, którym nie takie mrozy w twarz chuchały, gość specjalny: major Andrzej Blacha, zwany „Blaszką”. Instruktor wojskowych sił specjalnych oraz instruktor ratownictwa górskiego, członek zakopiańskiego TOPR. 
Gdy poprosiliśmy go o wypowiedź na temat swojej jakiejś pamiętnej przygody związanej z mrozem, bo przecież media panikują z powodu minusowych temperatur, tylko się zaśmiał do słuchawki: Kiedyś takie zimy było normalką... - a potem opowiedział nam trzy mroźne historie:
1. Najbardziej zimno dało mi popalić w 1989 roku, gdy z kolegą wspinałem się na Pik Pobiedy w górach Tienszan, najdłuższym paśmie górskim świata, dwa i pół tysiąca kilometrów.
Na wysokości 6 700 złapało nas załamanie pogody i musieliśmy rozbić namiot w nadzwyczaj niewygodnym miejscu i przetrwać w nim jakoś tę straszną noc. Wiał potężny wiatr, a wiatr, nie wiem czy pan wie, wzmaga jeszcze poczucie zimna. Są nawet specjalne tabele przeliczeniowe, które pokazują, że na przykład przy minus 10 i stosownie dużym wietrze, może pan odczuwać tę temperaturę tak jak minus 20. Ten wiatr rozszarpał nam namiot. Było minus 40 plus ta piekielna wichura. Zawiało nas śniegiem i byłoby naprawdę bardzo źle, gdyby nie to, że byliśmy świetnie wyposażeni. Dobre buty, bielizna, odzież. Wtedy sprzęt nie był jeszcze tak kosmicznie perfekcyjny jak dziś, ale i tak nas uratował.
Trzeba pamiętać, że na mrozie nie wolno zasypiać. Gdy zimno atakuje nas dogłębnie, sen oznacza po prostu to, że się już nigdy nie zbudzimy.
2. Drugi raz zimno dobrało się do mnie pod wodą. I tym razem skutecznie. To było na obozie nurków nad Morskim Okiem. Listopad. Przez cały tydzień było równo minus 18 stopni, wiatr 25 metrów na sekundę. Nurkowanie pod lodem. I prozaiczna sprawa: lekkie uszkodzenie rękawic i palce obu moich dłoni – odmrożone. Na szczęście uratowano mi palce, choć nieprzyjemne bąble nosiłem na nich przez długi czas.
3. A trzecia sytuacja dotyczyła mojego kolegi, a ja w niej uczestniczyłem w takim sensie, że dowodziłem akcją ratowniczą. Kolega wojskowy, który był na obozie w Tatrach, poszedł sobie w góry wyposażony po wojskowemu i tak na lotniczo. Lotnicza bielizna, lotnicze buty, ortalionki. Trochę przegapił stosowną porę powrotu i musiał spędzić noc w rejonie Małołączniaka przy temperaturze minus 15 stopni i wietrze około 20 metrów na sekundę. Skończyło się tym, że rano śmigłowiec odnalazł go w kiepskim stanie. Ostro go reanimowano w szpitalu, bo zaczynał już zamarzać. Miał wewnętrzną temperaturę, tę głęboką, 30 stopni Celsjusza, podczas gdy właściwa, jak wiadomo, wynosi 36,6 stopnia.
A czy wy mieliście jakąś wojskową przygodę związaną z mrozem?
- Zaloguj się lub zarejestruj by komentować
Zaciągnij sie (logowanie)
*Przypomnij hasło |
Pomoc
Nie zaciągnąłeś się jeszcze? załóż sobie konto.
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej





