A
A
A
Ruscy pod Mińskiem... Mazowieckim
Niektórzy w sieci okrzyknęli ten wywiad „najważniejszym nawróceniem smoleńskim”. Bo w istocie, w małym jego fragmencie generał Roman Polko, nasz najsłynniejszy polski rangers, powiedział rzecz wielce odkrywczą i intelektualnie zapładniającą.
O jaki wywiad chodzi? Ano o publikację w ostatnim „Uważam Rze”, tygodniku, który wbrew zasadom koncernowej wściekłej konkurencji, wybił się na czoło polskich tygodników opinii. No i na wielką niezależność.
Mamy nadzieję, że siepacze spod znaku ACTA i ich rządowi milicjanci nie zablokują nam strony pod pozorem, że podiwaniamy temu zacnemu tygodnikowi kawałek wywiadu z Generałem. Skoro ktoś dał sobie podiwanić smoleńskie śledztwo Ruskim, to niech teraz płonie ze wstydu, a nie wtrąca się w internet. Ale do rzeczy... 
"Nie jest prawdą, że artykuł 5 traktatów waszyngtońskich gwarantuje nam bezpieczeństwo. On mówi tylko o tym, że państwu zaatakowanemu udziela się pomocy według własnych możliwości. A więc może to być zarówno dywizja wojska, jak i list z gorącymi wyrazami poparcia" – to jest najważniejsza myśl, jaka wypowiedział w tym tekście Generał, pytany o bezpieczeństwo Polski.
A inne myśli? Zacytujmy wywiad:
Czy Polska jest dzisiaj w pana ocenie bezpieczna? Możemy spać spokojnie?
Wydaje mi się, że większość Polaków ma poczucie bezpieczeństwa.
Ale to nie to samo?
Nie. Poczucie bezpieczeństwa to uczucie subiektywne i emocjonalne. Nie mówiąc o tym, że są różne bezpieczeństwa – militarne, kulturowe, energetyczne, finansowe. Zagrożenia, jakie mogą dzisiaj na nas spaść, są inne niż kilkadziesiąt lat temu. Próbowaliśmy to wszystko zbierać razem w czasach, gdy za śp. Lecha Kaczyńskiego pracowałem w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego. Bo dzisiaj przegrać można na różnych polach. Przykładem misja NATO w Afganistanie, która kończy się niestety fiaskiem. Wygrana na polu bitwy zawiodła, gdy chodzi o odbudowę kraju.
To zadanie armii?
Nie, ale jest zasada: jak dotkniesz, to twoje. Skoro już tam weszliśmy, pokój był na naszej głowie. Zabrakło pomysłu, jak do niego doprowadzić.
Jak to wygląda w Polsce, gdy chodzi o bezpieczeństwo militarne?
Ważny jest kontekst. Na pewno nasi sąsiedzi nie mają w tej chwili agresywnych zamiarów wojskowych. Ich armie też przeżywają kryzysy. Poza tym jesteśmy w NATO. Tu jednak ważna uwaga – nie jest prawdą, że artykuł 5 traktatów waszyngtońskich wszystko załatwia, gwarantuje nam bezpieczeństwo. On mówi tylko o tym, że państwu zaatakowanemu udziela się pomocy według własnych możliwości. A więc może to być zarówno dywizja wojska, jak i list z gorącymi wyrazami poparcia. Wysocy dowódcy NATO, z którymi rozmawiałem o tym, jakby zareagowali, gdyby ktoś napadł na Polskę, mówią o tym wprost.
Nie ma automatyzmu?
Nie. A od wieków obowiązuje jeszcze jedna zasada: słabemu nikt nie pomoże. Dziś sojusze są trwałe, jutro – papierowe.
Jakie z tego płyną wnioski dla Polski?
Dwa. Po pierwsze musimy mieć własną armię. Ale drugi jest ważniejszy – powinniśmy wreszcie precyzyjnie zdefiniować, jaka ma to być armia, do czego chcemy jej używać, jakie ma zadania w przypadku konfliktu. Niestety, odnoszę wrażenie, że w ostatnich latach nasze wojsko służy tylko realizacji zobowiązań międzynarodowych. Funkcja zapewnienia bezpieczeństwa tu i teraz, budowanie zdolności obrony kraju, zanikają.
Czyli mamy z jednej strony złudne poczucie gwarancji natowskich, a z drugiej słabą własną armię. Jest tajemnicą poliszynela, że po ataku Rosji na Gruzję w roku 2008 powstały w MON raporty analizujące, co by teoretycznie było, gdyby to Polska była przedmiotem takiej agresji. I wniosek był taki, że w kilkadziesiąt godzin byliby pod Mińskiem Mazowieckim.
Takie analizy to standard. Wojsko musi być przygotowane nawet na najczarniejsze scenariusze. Musi się ciągle szkolić i ćwiczyć wszystkie, nawet najbardziej nierealne warianty. Fakty jednak są takie, że 10 proc. żołnierzy ma doświadczenie bojowe zdobyte na misjach. Reszta żołnierzy liniowych tworzy armię niby zawodową, ale w rzeczywistości wcale nie lepszą niż ta, która była z poboru. Brak sprzętu, szkoleń, powoduje, że rzeczywiste umiejętności żołnierzy są niskie. Stan lotnictwa jest zły, Marynarka Wojenna właściwie się rozpada.
Eksperci mówią, że w Marynarce Wojennej jest gorzej niż w czasie II wojny światowej, gdy państwo polskie nie istniało.
Gdyby nie ludzie morza, twardzi, kochający swój zawód, już by jej nie było. To wszystko powoduje upadek morale wojska. Widać to było najlepiej po Smoleńsku, gdzie pierwszymi osobami atakującymi śp. generała Andrzeja Błasika byli często jego koledzy. Oskarżali, choć jak się dzisiaj okazuje, nie było podstaw. Nie chodzi mi o krycie błędów, ale o honorowe wstrzymanie się z oceną do czasu ustalenia faktów. Podobnie ci rzekomi eksperci lotniczy. Kilka dni temu, jak już okazało się, że głosu generała Błasika jednak nie zidentyfikowano w kokpicie pilotów, słyszałem, jak jeden z nich dowodził, że pada tam słowo „siadaj”, a to znaczy ląduj, i że mógł powiedzieć to tylko generał Błasik. Skąd taki wniosek? Jak można mówić takie rzeczy, nie mając żadnych dowodów?
Określenie „ekspert lotniczy” dla wielu osób zmienia znaczenie i staje się w niektórych przypadkach synonimem rosyjskiego agenta wpływu.
Na pewno ekspert lotniczy żyje z reklam w swoim piśmie, a żeby ich dopływ nie został zatrzymany, musi nie tylko pozyskiwać je od firm próbujących sprzedać sprzęt czy broń polskiemu rządowi, ale również być dobrze postrzegany przez władzę. I czuje, co ma mówić.
Żołnierze czują, że armia jest dziś dla władzy ważna?
Dziś czują, że nie jest ważna. Widzą chaos, brak stabilizacji. Wskutek tego w ub. roku dwukrotnie więcej żołnierzy odeszło z wojska niż w latach poprzednich. Często są to najlepsi, świetnie wykształceni, z autentyczną pasją i bojowym doświadczeniem, którzy rezygnują z wymarzonej niegdyś służby w wojsku, bo nie mogą dostrzec szans nie tyle na awans pionowy, ale na rozwój. Spotkałem na wykładach, które prowadzę, takiego kapitana. Zna kilka języków, robi doktorat, słowem – skarb. Ale chce odejść. Namawiałem go, by został, nie wiem z jakim skutkiem. Niestety, w wielu jednostkach działa mechanizm wypychania tych najlepszych, bo stanowią zagrożenie dla biernych. Potulne i grzeczne lemingi wygrywają. Dziś to szczególnie szkodliwe, armia musi się uczyć, operować wysokimi technologiami.
Jak mógłby wyglądać scenariusz innego niż militarny ataku na Polskę?
To tak zwany atak asymetryczny, którego celem jest wywołanie zakłóceń wewnątrz kraju. Czyli np. atak niewielkich grup dywersyjnych na źródła energii połączony z atakiem cybernetycznym na sieci internetowe i przesyłu danych. Do tego ataki terrorystyczne na skupiska ludzi, centra handlowe. To niesie nowe wyzwania, dziś wróg nie jest taki łatwy do identyfikacji jak obca armia idąca na Warszawę. To wymaga nowych umiejętności i zdolności wciągania do takich operacji administracji rządowej i samorządowej.
Takie ćwiczenia są przecież przeprowadzane.
Tak, ale rzadko i według sztywnych scenariuszy, które zakładają, że ćwiczenie zakończy się sukcesem, bo zwierzchnicy muszą być z niego zadowoleni.
Od redakcji portalu:
I co Wy na to, koledzy z wojska? Strach się bać, co?
- Zaloguj się lub zarejestruj by komentować
Zaciągnij sie (logowanie)
*Przypomnij hasło |
Pomoc
Nie zaciągnąłeś się jeszcze? załóż sobie konto.
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej






Hahaha-Polko zaczyna kawaly opowiadac
Zolnierze z "bojowym" doswiadczeniem???No,jesli oproznianie kolejnych butelek w kasynie jest tym doswiadczeniem,to niewatpliwie je maja,GDZIEZ niby indziej mogli je zdobyc??
Jesli zas "biega" o Smolensk,to wrecz narzuca sie smutna konkluzja,iz polscy piloci tzw. wojskowi sa po prostu DO DUPY!!!Najpierw wskutek swego (nie)wyszkolenia wybili niemal cale dowodztwo sil powietrznych w Miroslawcu(ocaleli TYLKO ci,ktorzy w Powidzu chcieli sie jeszcze dopic),dzieki temu w trybie ekspresowym awansowaly takie MIERNOTY jak wspomniany Blasik,teraz znowu zaliczyli hehehe"glowe" panstwa,i tak prawde mowiac,to ONI powinni lezec na Wawelu,a nie Mlaskacz.Obywatelu Polko,spojrzmy prawdzie w oczy...PRAWDZIWE wojsko skonczylo sie wraz z LWP,obecnie sa tylko "chlopcy malowani" do robienia frekwencji podczas panstwowo-koscielnych jubli-fakt,CUDNIE wygladaja w tych swoich mundurkach,kiedy tak jednoczesnie na komende przyklekaja,ale chyba nie do tego ma sluzyc armia??Na fali "czystek" i rozliczen z "komuna" odeszlo wielu wartosciowych zolnierzy,z powodu niewlasciwych pogladow,a reszta sie zeszmacila HURTOWO nawracajac sie,biorac hurmem sluby koscielne(diabli wiedza po co),chrzczac dzieci etc,etc.Po co daleko szukac-niedawno odszedl w "stan spoczynku" gen,broni Mieczyslaw Stachowiak okreslany w wojsku BETONEM,ze wzgledu na stan zdrowia(tak samo 'odchodzili" sekretarze wiadomej partii),tak sie sklada,ze tego goscia znam osobiscie jeszcze z koscianskiego LO,no,jesli TAKICH armia ma generalow,to faktycznie ordynariat polowy jest wrecz niezbedny,moze sily niebieskie beda strzeglytego kraju,bo armia nie potrafi
kraken109
mirek kolo Nie wiem czy byłeś w wojsku, ale na pewno jesteś super profesjonalistą. Przyjmij zatem do wiadomości, że pieniądze nie rosną na drzewach, a bez nich w wojsku będzie tak jak jest. Jeżeli oszczędności powodują braki paliwa, amunicji, tzn. rejsów, lotów, strzelań i szkoleń, to nie dziw się, że poziom jest taki. Amerykańscy piloci przed 30-tką mają nalot powyżej 2 tys. godz. Polscy piloci odchodząc na emeryturę mają 1,5 tys. Wszyscy wiedzieli, że CASA pod Mirosławcem miała wielikrotne zaniki zasilania w energię elektryczną, i wszystko im gasło (Czesi rezygnują z tych samolotów). Od 1989 r. ważniejszym od życia jest pieniądz. Na czele MON stoi polityk, nie majacy pojęcia o specyfice słuzby. Oszczędności z polecenia premiera wpływają nie tylko na stan bezpieczeństwa załóg, przy zwiększonych obowiązkach, ale na ogólną mizerię. Liberalny rynek, nie przyniesie dochodów do budżetu, tak jak nie da ludziom pracy. Zlikwidowano przemysł, nie ma pieniędzy. Zatem nie odbieraj żołnierzom odwagi i poświęcenia. Wyobraż sobie lądowanie nocą przy minimalnych warunkach, z predkością nie wiele mniejszą od 400 km/godz. z oświetleniem pokładowym. Dla mnie to bohaterstwo.
Z rozliczeniami masz rację.
O picu w Wojsku to wiedzą
O picu w Wojsku to wiedzą tylko Żołnierze z czasów komuny bo wtedy nie pili tylko chlali i niczego się nie bali ,Zawodowy po pijaku mógł zdeptać zasadniczego żołdaka i nic mu nie mógł zrobić -wtedy było jawne chlanie
!!!!!!!!!!!!!!!!!!
cywile a MON
cytuję " Na czele MON stoi polityk, nie majacy pojęcia o specyfice słuzby. Oszczędności z polecenia premiera ........"
Popytajcie ludzi po spotkaniu podoficerów i szeregowych z ministrem Siemoniakiem. Ten chłop nie ma bladego pojęcia o drobnych sprawach żołnierzy, które są dla nich czasem udręka i utrapieniem. Od swoich doradców wojskowych słyszy to co tylko oni mu powiedzą. Biedny nie ma mozliwiści zobaczenia jak jest naprawdę Smutne :( . Jak za starej zasady " Nie mów nikomu co się dzieje w domu"