A
A
A
Sutanna i kamasze
Koledzy z wojska Popiełuszki oddali hołd nad jego grobem w 25. rocznicę męczeńskiej śmierci księdza. Tej treści wiadomość obiegła kilka dni temu wszystkie media. Ksiądz Popiełuszko (na zdjęciu), już jako kleryk odbębnił pełne dwa lata w jednostce w Bartoszycach. Przeczytaj o jego służbie oraz o tym, jak mieli w wojsku inni księża. A może Ty służyłeś z Popiełuszką?
Władze PRL wbrew umowie z Kościołem wcielały młodych kleryków do wojska. Tak tez się stało z księdzem Jerzym. W Bartoszycach należał do najbardziej niepokornych żołnierzy, nie dlatego, że był nieposłuszny, ale dlatego, że władze komunistyczne wykorzystywały okres służby wojskowej do łamania charakterów przyszłych księży. Zabraniano im modlitw, noszenia medalików, kpiono przy nich z Boga. Koledzy z wojska wspominają, jak pewnego razu oficer przyłapał Popiełuszkę z różańcem w ręku. Rozkazał mu rzucić go na ziemię i podeptać. Popiełuszko nie posłuchał, za co został odesłany do aresztu. Innym razem odmówił zdjęcia medalika. Modlił się na klęcząco, mimo że było to zabronione.
Może i Ty służyłeś z księdzem Jerzym w Bartoszycach? Jeśli tak, opisz swoje wspomnienia: pisz na adres – gorniak102@wp.pl
A jak inni księża odsługiwali wojo?
Żołnierze! Dzisiaj odbędzie się impreza spowiedzi i komunii - ogłaszał dwa razy w roku szeregowym z seminarium oficer polityczny.
Kleryków wcielano przymusowo do wojska od końca lat pięćdziesiątych do końca dekady Gierka. Klerycy z Polski południowej, trafiali do jednostek na północy - w Szczecinie - Podjuchach lub Bartoszycach. Księża, którzy służyli w Szczecinie w latach 1967-1969, od kilkunastu lat kontaktują się regularnie. Jak to koledzy z wojska...
Kleryków wcielano do wojska w ramach walki z Kościołem, a właściwie z poszczególnymi biskupami. Jeśli któryś podpadł władzy, zabierano mu więcej kleryków. W 1967 "podpadnięty” był wrocławski kardynał Kominek, więc z tamtejszego seminarium zabrano aż 21 alumnów, z opolskiego seminarium 15, nieco mniej z Krakowa.
Łopata zamiast karabinu
![]() |
| St. szer. Jerzy Popiełuszko. Tak chłopięco wyglądał w wojsku późniejszy męczennik polskiej sprawy |
Klerycy w mundurach byli wojskiem dziwnym. Na strzelnicę zawieźli ich trzy razy w ciągu dwóch lat, a ostrej amunicji nie dawano im nawet na wartę. Zdaniem biskupa Jana Tyrawy, który służył z Opolanami w jednej kompanii, władzom na żadnym szkoleniu wojskowym kleryków nie zależało.
- Mieliśmy peemy, które pamiętały jeszcze II wojnę światową i poza nami nikt takich w jednostce nie nosił. Cykl szkolenia z łączności zaczynał się i kończył na opisie radiostacji TAJ-48, którą można zobaczyć na filmie "Czterej pancerni i pies”. Za to szkolenie polityczne odbywało się co najmniej trzy razy w tygodniu.
- Podstawowym sprzętem, z którym mieliśmy do czynienia w wojsku, była łopata ŁP 110. Kilometrami kopaliśmy rowy pod kable. Wielu z nas wykorzystało potem te umiejętności przy budowaniu kościołów i innych pracach parafialnych – mówią.
Ks. Jerzy Kubicki z diecezji katowickiej wspomina ze śmiechem, że nieco przyciasny na początku mundur już po kilku tygodniach pasował jak ulał. - Po dwóch miesiącach "zgubiłem” 10 kilogramów - mówi ze śmiechem.
Proboszcz z Centawy, ks. Jan Czekański, pracował wraz ze swymi kolegami przy budowie osiedla domków wypoczynkowych dla kadry w Borównie koło Bydgoszczy. - Ja pracowałem przy budowie mola, które osadzaliśmy na beczkach. Przy pracy piła obcięła mi palec - wspomina.
- Kiedyś jeden z naszych kolegów, dziś już nieżyjący ksiądz Jerzy Waniczek, postawił się politycznemu i powiedział, że nie będzie pracował fizycznie w niedzielę, bo mu na to sumienie nie pozwala. Usłyszał w odpowiedzi: Wy jesteście teraz człowiek państwowy, wy sumienie zostawcie za bramą - wspomina pomocniczy biskup opolski Paweł Stobrawa.
Święta więzły w gardle
Władze do tego stopnia starały się zatrzymać sumienie i religię za bramą, że przed Wielkanocą i Bożym Narodzeniem dowódcy zwykle życzyli klerykom wesołych dni wolnych od zajęć. Słowo święta nie przechodziło im przez gardło. Jednak w szczecińskiej jednostce niezbyt gorliwie tępiono tych, którzy się indywidualnie modlili, i nie zdzierano z szyi medalików, co się w innych jednostkach zdarzało. Nie wolno się było modlić wspólnie.
- Mimo zakazów spotykaliśmy się, szczególnie w niedzielę, w łaźni, bo tam było cicho i ustronnie. Ale nasi przełożeni zwykle nam niedzielę organizowali tak, żebyśmy byli możliwie jak najbardziej zajęci. Organizowano wtedy zajęcia kulturalno-oświatowe, zwiedzanie zakładów pracy itp. - wspomina ks. Hieronim Gorszczuk, proboszcz z Debrzyc.
Kleryków wyrzucono z łaźni z krzykiem w Wigilię za śpiewanie kolęd.
Dwa razy w roku - przed Bożym Narodzeniem i Wielkanocą - mogli modlić się całkiem legalnie. Na porannym apelu oficer polityczny zapowiadał "imprezę spowiedzi i komunii”.
- Zwykle zawożono nas do pobliskiego kościoła oo. Chrystusowców. Tam ojcowie i kapelan wojskowy siadali do konfesjonałów, by słuchać spowiedzi - mówi bp Paweł Stobrawa. - Kolejki ustawiały się tylko do zakonników. Do kapelana wojskowego nikt nie szedł, nie cieszył się zaufaniem.
Grafik podpadnięć
- Na pierwszy siedmiodniowy urlop pojechałem dopiero po roku i przeżywałem to trochę jak więzienie - przyznaje ks. Andrzej Oleś, dziś proboszcz dużej parafii częstochowskiej.
Przyszłych księży raczej w koszarach nie rozpieszczano. Jedną z szykan było przyspieszenie o tydzień przysięgi pod pozorem, że plac alarmowy będzie potrzebny do innych zajęć. Na skutek tego pomysłu prawie nikt nie miał na przysiędze odwiedzin z domu.
- Oczywiście to nie naszych rodzin się bano, tylko ewentualnych gości z seminarium, którzy chodziliby po terenie koszar w sutannach lub koloratkach - mówi bp Paweł Stobrawa.
W niektórych batalionach kleryckich żołnierzom proponowano natychmiastowe wyjście do cywila i miejsce na studiach pod warunkiem, że wystąpią z seminarium.
- Nasze nastawienie generalnie było na nie. Zakładano wtedy w wojsku tak zwane DSS-y - drużyny służby socjalistycznej. Myśmy do nich z założenia nie wstępowali. Nawet w zajęcia sportowe programowo się nie angażowaliśmy. Nasz kolega, który trenował lekkoatletykę i biegał świetnie, pytał zawsze, jaki czas trzeba mieć na dostateczny i co do sekundy tyle biegał.
Bp Tyrawa wspomina, że okazją do oporu były także zajęcia polityczne.
- Oni męczyli nas do upadłego V zjazdem partii i jego dobrodziejstwami, atakami na encyklikę "Humanae vitae” i wypominaniem Kościołowi pomocniczego biskupa w Monachium, który podczas wojny służył w SS. Ponieważ kto zadawał niewygodne pytania, tracił prawo do przepustek, zrobiliśmy grafik pytających, by wszyscy podpadali równo.
Kapitan Strach niestraszny
Księża podkreślają, że relacje z kadrą zależały od konkretnych ludzi. Wspominają i nadgorliwców, którzy znęcali się nad żołnierzami pod pozorem musztry, i tych, którzy zachowywali się życzliwie.
- Na początku służby, gdy wszystkim nam trudno było przestawić się z seminarium na koszary, mieliśmy szczęście do dowódcy kompanii. Nazywał się Strach, ale wcale nie był straszny - mówi ks. Jan Czekański.
Po latach różnie wspominają wojsko. Jedni - jako czas stracony, inni - jako okres zbierania doświadczeń.
- Co jest wartością tamtych lat? Na pewno to, że przyjaźnimy się do dziś - mówią.
Krzysztof Ogiolda
Od redakcji:
Autor jest dziennikarzem Nowej Trybuny Opolskiej.
Weź udział w naszej sondzie:
Pojawiły się hipotezy, że w zabójstwie ks. Popiełuszki brały udział służby specjalne wojska. Czy to słuszne podejrzenia?
a) TAK
b) NIE
- Zaloguj się lub zarejestruj by komentować
Zaciągnij sie (logowanie)
*Przypomnij hasło |
Pomoc
Nie zaciągnąłeś się jeszcze? załóż sobie konto.
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej







