A

A

A

Życzonka i wywiad z kobietą komandosem

dzień kobiet

Ponieważ tydzień zdominował Dzień Kobiet, tematyka sama się narzuca. Czy płeć determinuje osobowość żołnierza? Czy człowiek z testosteronem jest lepszym żołnierzem od człowieka z estrogenami? Poczytajmy...

Poniżej skrót wywiadu z kobietą, która służy w jednej z ważniejszych jednostek w kraju, ale najpierw – nasze portalowe życzenia dla pań żołnierek. Oraz wszystkich kobiet kolegów z wojska: żon, konkubin, kochanek, matek, córek, sióstr i ciotek.

A więc...
Życzymy Wam, Drogie Panie, przede wszystkim urody, bo to ona korzystnie odróżnia waszą płeć od naszej. I to na niej tak naprawdę każdej z Was zależy najbardziej.
Do urody niech dojdą zdrowie i - tak, tak, nie krygujmy się - pieniądze, żebyście się mogły swobodnie cieszyć życiem. Cała fura pieniędzy.
A tych życiowych radości niech wam przysparzają: dzieci, mężowie, narzeczeni, konkubini, chłopcy, przyjaciele, a w niektórych przypadkach - także sąsiedzi.
I jeszcze niech Was radują podróże. I praca. Która, oby była sowicie zapłacona. A jak nie jest, to się postawcie się ostro Waszym szefom. Co najmniej jak Grom, jeszcze wtedy gdy dowodził nim Polko. I szefowym, bo to mit, że na rynku pracy rządzą dziś tylko faceci. 
Niech Was, Szanowne Panie, nie ogłupiają stubarwne gazety, w których anonimowe redaktorki z Dzień kobietdobrze napompowaną oponką na biodrach wmawiają Wam, że jedynym celem Waszego życia jest głodówka.
Niech Was nie ogłupiają feministki, które prowadzą rodzaj kobiecy na wojnę z mężczyznami, a przy okazji - na bój z wiarą, tradycją i rozumem. Feministki to taka Piata Kolumna, taki Wervolf rodzaju żeńskiego, na dodatek szpetny i marzący o zmianie płci na męską, o czym świadczą noszone przez kobiece aktywistki fryzury „na komandosa”. 
Niech Wam dogadzają producenci, kosmetyków oraz odzieży i obuwia. I niech zaczną wreszcie produkować rozmiary, jakich bezskutecznie dotąd szukacie – te XXL i te XXS. Bo kobieta, czy to smakowita miniaturka, czy posągowa mamuśka, zasługuje na modne ubranie. I byle go Wam nie projektował jakiś Arkadius czy inny Jacyków. Niech w ich chomątach chadzają na wybiegu te wyhodowane w tajnych laboratoriach wyroby kobieto-podobne.
No i rzecz najważniejsza – niech nigdy nie będzie parytetów. Tej postępowej odmiany rasizmu, która prowadzi do piętnowania ludzi ze względu na płeć. Niech nie będzie parytetów dla waszego, kobiecego, dobra. Oraz w zgodzie ze społecznym sensem i pożytkiem.
Wszystkiego Naj, Kochane Kobiety, od kolegów z wojska. Czołem! Czołem! Czołem!
 
A teraz obiecany wywiad:
Przeprowadził go 27 lutego dla interia.pl – Marcin Ogdowski:

Jego rozmówcą była podporucznik Katarzyna Szal, dowódca 1. plutonu, 2. kompanii szturmowej 16. Batalionu Powietrznodesantowego w Krakowie.
- -      
        - Wojskowe ID?
Kryptonim "Alfa", a jeśli chodzi o numer... Mhmmm, one są długie i nikt ich na co dzień nie pamięta (śmiech).
- Kilkanaście tygodni temu wróciłaś z Afganistanu - odnalazłaś się już w nowych warunkach?
- Mniej więcej od miesiąca czuję się w pełni zaaklimatyzowana do normalnego życia.
- Do czego sprowadza się największa różnica?
- Charakter zadań i poczucie zagrożenia - to sprawy oczywiste. Myślę jednak, że największą różnicę stanowi misyjna proza życia i konieczność przekierowania swojego myślenia. W Afganistanie odpada ci wiele spraw, którymi żyjesz w kraju. Tam skupiasz się tylko na pracy. Masz swoje obowiązki i starasz się je robić jak najlepiej. Nie martwisz się o miejsce do spania, rachunki itp.
(...)
No właśnie, jak to się stało, że znalazłaś się w armii?
- Bo byłam delikatna i chciałam być babochłopem (śmiech). A tak na serio - zawsze podobało mi się wojsko. Jako dziecko sporo czasu spędziłam w tym środowisku, bo moja mama pracowała w kasynie wojskowym. Po liceum myślałam o szkole oficerskiej, ale jako zdeklarowana humanistka wmówiłam sobie, że nie mam szans. I poszłam na studia cywilne.
Skończyłaś politologię, pedagogikę i...?
- ... i wtedy pojawiła się szansa w postaci rocznego studium oficerskiego dla absolwentów cywilnych uczelni. Trafiłam do szkoły we Wrocławiu, a po roku do 6. Brygady Powietrznodesantowej, popularnych Czerwonych Beretów, w których służę już prawie trzy lata.
Co na to wszystko rodzice?
- Są przyzwyczajeni do moich, czasem dziwnych, życiowych wyborów. Na początku była konsternacja. Martwili się, pewnie cały czas się martwią, ale zawsze mnie wspierali. I za to ich kocham. Dla taty to był szok, chyba bardziej mentalny. Jego ukochana córeczka idzie do wojska, które on przecież pamięta z czasów 24-miesięcznej służby zasadniczej...
Kto twój wybór akceptował najwolniej?
- Babcia. Ona najbardziej przeżywała, w końcu przeżyła drugą wojnę i widziała, jak działało wojsko. "No jak to, kobieta w wojsku, w mundurze!?" - dziwiła się. I ciągle powtarzała: "To ty jeździsz na poligony? Przecież tam jest zimno, brudno, mokro. Nie lepiej siedzieć w biurze? Poszukaj sobie spokojnej pracy". Ale w końcu i jej przeszło - od mojego powrotu z misji nie wraca już do tematu.
Skoro o misji mowa - podjęłaś decyzję sama, czy był to wyjazd z przydziału?
- Nie wyobrażam sobie, aby żołnierz nie jeździł na misje, zwłaszcza w takich czasach. To jedna sprawa. Druga - bardzo chciałam pojechać. I ze względów zawodowych i z czystej ciekawości - zobaczyć, jak naprawdę wygląda ten Afganistan. Początkowo myślałam, że pojadę jako dowódca mojego etatowego plutonu. Ale później okazało się, że kobiety nie mogą jechać na stanowiska bojowe...
Uważasz, że te restrykcje wobec kobiet-dowódców mają sens?
- Moim zdaniem, płeć nie powinna mieć znaczenia. Przecież nikt mnie z poligonu czy z wykonania skoku nie zwolni, bo jestem kobietą i mam dziś niedyspozycję fizyczną. A już ogromnym nadużyciem jest argument, którym posłużył się jeden z podoficerów - że w razie zagrożenia, kobieta by się rozpłakała. To jakiś absurd! Ten pan ma u mnie dłuuugą kreskę. My, kobiety w wojsku, nie płaczemy, jak nam się paznokieć złamie. Też potrafimy sobie świetnie radzić w różnych warunkach. Bo to zależy nie od płci, ale od osobistych dyspozycji i umiejętności.
- Co jest twoim atutem, jako kobiety w armii, a co wadą?
- Wadą - siła. To, że nie mam jej tyle, co mężczyźni. A zaletą? Jako kobiecie łatwej mi rozładować emocje. Acha, jeszcze o minusach - jestem w mniejszości, wystaje mi kitka spod beretu, no i wszyscy wiedzą, że ja, to ja. Dziewczyna w jednostce nie może być anonimowa.
- Ty i twoje koleżanki tak naprawdę jesteście obiektami społecznego eksperymentu. Nie czujesz z tego powodu presji? Bo przecież albo się uda - i za ileś tam lat w armii będzie kilkadziesiąt tysięcy pań, albo nie - i przyjmowania kobiet będzie się unikać jak ognia.
Jest to jakieś obciążenie, ale przecież nie mogę brać odpowiedzialności za wszystkie kobiety w wojsku. Ja i moje koleżanki staramy się postępować tak, by oceniano nas za to, co robimy i jak robimy, a nie za to, że jesteśmy kobietami. Fajnie by było, żeby wszyscy patrzyli na nas, jak na normalnych żołnierzy. Bo takie przecież jesteśmy.
- No właśnie, kim jesteś: żołnierzem, żołnierką, oficerem, oficerką?
- Jestem oficerem, kobietą-żołnierzem.
A co sądzisz o sfeminizowanych odmianach nazw?
- Nie powinno się ich używać. No bo co to jest oficerka? Oficerski styl życia, potocznie szkoła oficerka, od biedy - but. No przepraszam, nie życzę sobie, by mnie tak nazywano. Niech zostanie po staremu.
Bez językowych rewolucji?
- Zdecydowanie bez.
A otwierają przed tobą drzwi?
- O, zdarzało się. Najtrudniej przyzwyczaić się starszej kadrze. Pewien pułkownik próbował mnie przepuścić w drzwiach, choć byłam w mundurze.
I co?
- I nie pozwoliłam. Były też próby całowania w rękę. Staram się pokazywać - nie jakoś agresywnie, ale stanowczo - że w armii obowiązuje hierarchia, a nie cywilna kindersztuba. Oczywiście, zgodnie z regulaminem, żołnierze niższego stopnia muszą mnie puszczać w drzwiach, nawet w mundurze (śmiech).
Dystans wobec kobiet rodzi się też na sali gimnastycznej.
- To prawda, nie raz słyszałem z wyrzutem, że na zaliczeniach z WF "my się musimy podciągać, a wy robicie sobie pompki i to jeszcze z ławeczką". Moim zdaniem, wszystkie konkurencje powinny być takie same. Tylko normy nieco inne, bo przecież fizycznych i biologicznych różnic nie zamażemy.
Zmieniło się twoje postrzeganie kobiecości po tym, jak wstąpiłaś do armii?
Tak, bardziej ją doceniam. Po wielu godzinach chodzenia w mundurze i płaskim obuwiu, mam ochotę włożyć obcasy, nawet się pomalować, i wyjść gdzieś towarzysko, jak kobieta.
Zostańmy jeszcze przy temacie kobiecości. Na co dzień ty jedna i...?
- 27 facetów. To jest mój pluton. W sumie kompania to ponad stu mężczyzn.
Jak cię przyjęli?
- Na początku było dużo nieufności.
Dlatego, że jesteś kobietą, czy że zaraz po szkole - a oni to doświadczone na misjach wojsko?
- Płeć miała chyba większe znaczenie.
Chcieli cię sprawdzić?
- Chcieli. Zaproponowali, bym pobiegła z nimi w zespołowym półmaratonie. Oczywiście się zgodziłam, mimo że wcześniej nie biegałam tak długich dystansów. Ale potraktowałem rzecz ambicjonalnie (śmiech).
I jak było?
- Fajnie, choć ekipa się wykruszyła, bo ostatecznie pobiegłam tylko ja i jeden podoficer. Bywa...
Dobiegłaś?
- Ależ oczywiście.
- Za czy przed kolegą?
- Za nim.
Co było dalej?
- Dałam chłopcom do zrozumienia, że nie jestem oficerem z nadmiarem ambicji, że dokładnie wiem, iż są tu tacy, którzy mają po kilka misji. I szanuję te ich doświadczenia. Ale z drugiej strony, to jest wojsko i każdy ma swoje miejsce w szyku. Jak jest śmiesznie, to jest śmiesznie, ale jak trzeba stuknąć obcasami, to trzeba stuknąć obcasami. Mówię o oficerkach (śmiech), nie o butach na obcasie.
Była jakaś sytuacja, punkt zwrotny, w tym waszym docieraniu się?
- Nie, to był raczej proces ewolucyjny.
Przyjaźnisz się z podwładnymi?
- To zależy, co masz na myśli.
Chodzisz z nimi na piwo po pracy?
- Nie. Uważam, że pewien dystans trzeba utrzymać. To są świetni chłopcy, fajni koledzy z pracy, ale to wszystko. Zresztą, oni również mają swoje życie prywatne. Choć na piwo, całym plutonem, moglibyśmy pójść.
Kiedyś, w prywatnej rozmowie, przyznałaś, że unikanie przyjaźni to celowa strategia także z innego powodu. Na misji ktoś może zginąć...
- No właśnie... (westchnienie). Bardzo trudno jest znieść stratę kogoś bliskiego, a w warunkach bojowych to nawet stratę kogoś, kogo zna się z widzenia, przeżywa się dotkliwie. Ale wiesz, z tym dystansem to nie można też generalizować. Bo taka postawa jest pomocna, ale bywa, że przyjaźń sama - wbrew wszystkim i wszystkiemu - przychodzi.
- Piąta zmiana afgańskiego kontyngentu, na której byłaś, poniosła najcięższe jak dotąd straty. Zginęło sześciu ludzi, kilkunastu zostało ciężko rannych. Jeden z poległych, Piotr Marciniak, był żołnierzem z twojego plutonu...
- Tak, straciłam bardzo dobrego żołnierza. "Foka", tak go nazywaliśmy, miał za sobą wiele lat służby - od zasadniczej, przez nadterminową, po zawodową. Gdy trzeba - twardy i stanowczy, kiedy indziej - chętny do pomocy. Wielka strata dla nas, dla zespołu...
 Skoro jesteśmy przy związkach emocjonalnych - tuż po ślubie wyjechałaś na misję...
- Taaak. Ślub, według planów, miał się odbyć w maju 2009 r., ale pod koniec 2008 r. dowiedziałam się, że pojadę do Afganistanu. Oboje z Tomkiem chcieliśmy ten matrymonialny plan zrealizować bardziej przed niż po misji, no i wyszło jak wyszło...
Ślub w walentynki...
- Tak, sztampowa data, ale przynajmniej nie zapomnimy o dacie ślubu (śmiech). A imiona, na wszelki wypadek, mamy na obrączkach...
Co na to wszystko mąż?
- Co do terminu ślubu - nie zgłaszał sprzeciwu. Co do misji - było gorzej. Dużo rozmawialiśmy na ten temat, obiecałam mu, że będę uważać. Oczywiście mi nie wierzył, ale zrobiłam oczy kota ze Shreka i się udało...
A tak na poważnie - wie, jaką mam pracę.
(...)
Tyle wywiad. Cały tekst na http://facet.interia.pl/militaria/news/jestem-zolnierzem-nie-zolnierka,1...
A co Ty sądzisz o służbie kobiet?

ja troche z innej beczki

dlaczego nawet na portalu związanym z wojskiem żołnierza wojsk powietrzno-desantowych nazywa się komandosem

Wazystko to piękne, ale...

Może dziewczyno masz całkiem dobre chęci i faktycznie czujesz się w mundurze odpowiednio.
Ale oprócz noszenia tego munduru, obowiązkowym atrybutem wojaka jest też pewnego rodzaju skurwysyństwo w manierach, zachowaniu,działaniu i używaniu giwery.
Żołnierz - to nie psychoterateuta w tłumaczeniu wrogom, że czynią źle.
On ma po prostu wyeliminować ich.
Osobiście nie chciałbym, aby kiedyś broniła mnie babska armia...
Nie próbujmy "lepić" człowieka na nowo... !!!

Na misję nie wyjeżdżają

Na misję nie wyjeżdżają kobiety. mogą jedynie wykonywać zadania zza biurka. Za słaba psycha lub coś w tym stylu.

Kobiety w wojsku to dramat

Podczas mojej służby w żw kilka razy widziałem mistrzowskie popisy kilku "żołnierek" ,raz podczas konwoju zatrzymanego , groznego żołnierza(ucieczka z bronią) pani porucznik postanowiła zrobić sobie przerwe w konwoju ponieważ była głodna ale księżniczce ani myśl było sobie samej pójśc po kebaba więc wysłała kolege z bronią i zatrzymanym skutym razem z kumplem kajdankami aby jej przyniósł jedzenie, ludzie jak to widzieli to uciekali na drugą strone ulicy ktoś zadzwonił na policje sprawa trafiła do przełożonych ale oczywiście rozeszło sie po kościach, chociaż jakiś inny żołnierz dawno dostałby pajde za coś takiego, moim zdaniem kobiety do wojska zwyczajnie sie nie nadają , zajmują miejsca zdolnym , mają obniżone wymagania na teście fizyczny i szereg innych ustępstw!

"Misja" - psia mać

Określenie "misja w Afganistanie" to wielkie nadużycie.
Dziewczyno - Ty byłaś na wojnie a nie na misji. Tyle, że jak samo mówisz: - ...Ale później okazało się, że kobiety nie mogą jechać na stanowiska bojowe... byłaś na wojnie ale chyba za biurkiem.
Najczęściej "misja" znajduje się na Czarnym Lądzie. i nie ma nic wspólnego z wojną.

racja

Tak, tak. Waldek masz rację. Tacy i takie są "misjonarze" i "misjonarki" Tylko kasiora jest taka sama jak ci co narażają głowy za tych co za biórkami i przed kamerami.

...

Czy wojak musi mieć siusiaka? Siusiaka to raczej nie, powinien mieć kutasa z jajami. Wiem, powiecie że baby mają więcej siusiaków między nogami. Tylko tu nie chodzi o ilość tylko o... Trzeba mieć poprostu jaja.

Opowiedz nam swoją:
śmieszną,
odjechaną,
niebezpieczną...
czytaj więcej

Nasza trybuna honorowa
Kto ważny odbiera nasze defilady
czytaj więcej

I Ty możesz awansować, dostać order lub pochwałę przed frontem oddziału
czytaj więcej

Na chustę
Na "godzinę piątą"
Na przystojniaka WP
Konkurs kibica
czytaj więcej