A

A

A

Tajna broń Ruskich

energia_polyus_f.JPG

Amerykanie rozbili ZSRR programem zbrojeń w kosmosie. ZSRR nie sprostał wyzwaniu i wyzionął ducha. Nie znaczy to, że w laboratoriach radzieckich nie powstały prototypy takich broni. Niektóre z nich prawdopodobnie krążą nam nad głowami.

Prezydent Ronald Reagan chciał, by na orbicie wokół ziemi krążyły satelity, które będą zestrzeliwać radzieckie rakiety lecące na Amerykę. Wiedział, że po latach porażek to amerykańska technika polyusrakietowa jest lepsza od radzieckiej i Moskwa nie będzie w stanie wydać miliardów rubli, by USA dogonić. Ten mądry prezydent miał rację, ale mało brakowało, a by się pomylił. Rosjanie poszli bowiem podobnym tropem jak amerykanie – skonstruowali prom kosmiczny, potężne rakiety i wreszcie 40 – metrowe działo laserowe, które wynieśli w kosmos.
Prom kosmiczny – podobny zresztą do amerykańskich – i potężna rakieta są znane powszechnie. Działo laserowe mniej – bo z jednej strony oficjalnie zostało zniszczone, lecz problem w tym, że oficjalne zapewnienia Moskwy są zazwyczaj mało wiarygodne, zwłaszcza, gdy chodzi o tajne bronie.
Wersja oficjalna brzmi tak: w maju 1986 roku jedna z rakiet typu „Energia” wyniosła na swoim grzbiecie pomalowanego na czarno satelitę. Nosił on nazwę „Polus” lub SkifDM. Był on częścią stacji kosmicznej, a dokładnie działa laserowego – obiektu o masie około 80 ton, długości 40 metrów i średnicy 4,5 metra. Start się jednak nie udał i całe ustrojstwo miało spaść do Pacyfiku.
Ale – bez względu na to, czy stacja ta krąży nam nad głowami czy nie – Rosjanie mają dziś bardzo ciekawa technologię – ciekawszą od tej, jaką oglądać można w filmach z Agentem 007. Bo „Poljus” to nie tylko działo laserowe do niszczenia wrogich rakiet. Może także … stawiać kosmiczne pola minowe (a miny są nuklearne!). Ma także działo do samoobrony przed pociskami antysatelitarnymi. Mało tego – na rysunkach widać właz, do którego może dokować prom kosmiczny, a wewnątrz jest niewielki przedział załogowy. Czegoś takiego Amerykanie nie skonstruowali stawiając na całkowitą automatykę swoich satelitów. Pomysł rosyjski jest o tyle lepszy, że stacje załogową można wykorzystać do najróżniejszych celów – bo posiadając własne silniki staje się kosmicznym odpowiednikiem morskich niszczycieli. A to już naprawdę zasługuje na nazwę „Gwiezdne wojny”.
Grenadier

Opowiedz nam swoją:
śmieszną,
odjechaną,
niebezpieczną...
czytaj więcej

Nasza trybuna honorowa
Kto ważny odbiera nasze defilady
czytaj więcej

I Ty możesz awansować, dostać order lub pochwałę przed frontem oddziału
czytaj więcej

Na chustę
Na "godzinę piątą"
Na przystojniaka WP
Konkurs kibica
czytaj więcej