A
A
A
Jak spełnić brudzia czopkiem?
Dużo się ostatnio mówi o konieczności walki z narodowymi stereotypami. Walka ta jest postępowa, modna i pożyteczna. To może ktoś rozprawi się wreszcie z mitem polskiego opilstwa wódczanego?
Powiada się, że jesteśmy narodem zaprawionym w spożywaniu alkoholu do tego stopnia, że w ważnej encyklopedii uczyniono zapis, iż co prawda 5 promilli to jest dawka śmiertelna dla organizmu, ale nie dotyczy ona Polaków i Rosjan. No cóż, krajowe raporty policyjne odnotowują tego typu rekordy.
Są to jednak wyjątki, które raczej potwierdzają reguły. Bo Polacy, nawet jeśli nie piją mniej niż kiedyś, to piją inaczej. Czy zauważyliście, że z ulic miast zniknęła nieomal całkowicie postać samotnego pijaka? Takiego brawurowego solisty, co to wraca dzielnie do domu z teczką, zataczając się, potykając, wywracając. Czasem całując się z murem, często – z krawężnikiem.
Napisałem „zniknął nieomal”, bo czasem jednak takie scenki widujemy i wtedy uświadamiają nam one, jak bardzo stały się egzotyczne. A przecież kiedyś widok pijaka był na ulicy powszechny. Każdy, kogo chłopięce czasy przypadły na lata 60., 70. lub 80., musi przyznać, że wtedy pijaków było na ulicach więcej niż dziś roznosicieli ulotek. Nikt się im nie dziwił, niewielu się nimi gorszyło.
Powoli pęka zatem stereotyp Polaka-pijaka, tym bardziej, że inni na tym polu dokazują coraz bardziej. Oto wśród amerykańskich i brytyjskich studentów pojawiła się moda na upijanie się przez oczy oraz spożywanie alkoholu za pomocą czopków. To co my i Rosjanie wlewamy do gardeł, Brytole i Jankesi wlewają sobie do oczu i do... mhm...
Amerykańska Akademia Okulistyki twierdzi, że trend aplikowania alkoholu do oczu został zapoczątkowany w Wielkiej Brytanii. Natomiast trudno dociec, kto pierwszy zaczął używać alkoholowych czopków. Byliby to amerykańscy kierowcy dalekobieżnych ciężarówek, którzy w ten sposób robią w konia swoją policję? Bo trzeba przyznać, że chuch po takim piciu – żaden.
No i co? Nie jest to przykład na alkoholowe zauroczenie innych narodów? Trzeba mieć naprawdę piekielne pragnienie, aby gasić je w ten sposób.
Który u nas i tak nigdy się nie przyjmie. My, Polacy, lubimy po wódce przechodzić na „ty”? No a jak tu spełnić brudzia przy użyciu czopka?
A jak w wojsku maskowało się chlanie? Może macie jakieś wspomnienia w tym temacie? Podzielcie się nimi poniżej...
Kapitan Portalowski
- Zaloguj się lub zarejestruj by komentować
Zaciągnij sie (logowanie)
*Przypomnij hasło |
Pomoc
Nie zaciągnąłeś się jeszcze? załóż sobie konto.
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej






We Francji jest bardzo fajne
We Francji jest bardzo fajne powiedzonko, "pijany jak polak". Skąd ono? Z czasów gdy Polacy służący w francuskiej armii podczas wojny chlali jak głupki w okopach, i do boju szli na olbrzymiej bani :D
Nauczycielka z francola opowiedziała nam kiedyś opowiadanko o tym jak Francuzi tłumaczą te powiedzonko.
Dzień przed natarciem.
-Polacy chleją w okopach
Ranek przed natarciem
-Polacy chleją w okopach
Godzina przed natarciem
-Polacy chleją w okopach
5 minut przed natarciem
-Polacy chleją w okopach
Rusza natarcie
-Polacy chleją w okopach
5 minut po ruszeniu natarcia
-Polacy wybiegają z okopów, gonią francuzów
Koniec natarcia
-Polacy jako pierwsi dobiegli do wyznaczonych pozycji i je zdobyli
Wódka dla polaka, to jak wino dla francuza. Podstawa egzystencji.
Podobnie jak w dowcipie o partyzantach...
Z pamiętnika leśniczego:
"Poniedziałek - Do lasu przyszli partyzanci. Pogonili Niemców.
Wtorek - Niemcy dostali posiłki, przegonili z lasu partyzantów.
Środa - partyzanci zrobili akcję i rozpieprzyli w lesie Niemców.
Czwartek - Niemcy w odwecie zajęli cały las.
Piątek - wkurwiłem się już i przegoniłem z lasu całe to towarzystwo...
I to by było na tyle
I to by było na tyle ....
"Nie dajmy się oszukać. Nie dajmy się ogłupić.
Są na tym świecie rzeczy. Których nie można kupić" /Stanisław Sojka/
Kolego
a w encyklopedii francuzkiej przy definicji "spirytus" napisali:zawartość 97% czystego alkoholu picie bez rozcieńczania grozi nawet śmiercią"ale gwiazdka attention-nie dotyczy polaków i rosjan.Wiadomo dlaczego.Pozdrawiam.
Po takim czopku
"dmuchnąć" drogówce prosto w nos - sama rozkosz!
???woj58:)))
Eeee tam!!! Rozkosz.
Przecież nic z tego nie wyniknie.
Czopek wkładamy do d.....py , a nie przez usta :)))
Facet będzie "nagrzany" a nic z dmuchania nie wyjdzie:))
Chyba , że policja będzie mierzyć "wydech" z tyłka , no to wtedy ....żadna przyjemność:))
No chyba , że dla pedała:)))
maraton
Moja kompania mieściła się na trzeciej kondygnacji. Wysłaliśmy kumpla po dwie butelczyny do „kulawego” (bar, który znajdował się w prywatnym domu i czynny był całą noc). Działo się to w 1983 (czas stanu wojennego lub krótko po jego zawieszeniu ) i warta była czujna. Przepustkę wydawał mjr „płot”. W powrotnej drodze wartownik próbował zatrzymać naszego wysłannika, ale chłopak rozpoczął maraton na kompanię. Po przechodzeniu przez płot, jedna z butelek spadła i zbiła się . Została jednak druga. Cała warta ruszyła w pościg za naszym „drogim” kolegą. Po wyczerpującej ucieczce dotarł szczęśliwie na batalion. Szczęście trwało jednak krótko. Wchodząc na ostatni stopień drugiego piętra, druga butelka wysunęła się z za pazuch i z hukiem walnęła o posadzkę. Wódka się rozlała…. . Nie muszę opisywać naszego rozgoryczenia. Zanim oficer dyżurny wpadł na kontrolę wszystko było już sprzątnięte, a lizol zabił aromat po szlachetnym trunku, o którym tylko mogliśmy pomarzyć.
I tak jesteśmy neptkami...
...w spożywaniu wódencji - w porównaniu z Finami, Szwedami i Norwegami.
Ich jednak usprawiedliwia dłuuuuuga noc polarna.
To naprawdę czas "deprechy" !
Ruscy też mają ciężkie zimy...
A nas - po prostu rozpito.
Dać chamowi wódy - to zrobi wszystko i będzie siedział cicho.
A że skłonność do miodów pitnych mamy we krwi, to skwapliwie to wykorzystano.
"Pij bracie, pij - na starość torba i kij"...
picie na kompani
Najlepszym miejscem spożywania "wódeczki tudzież innych smacznych trunków" był gabinet oficera politycznego , tam rzadko kto zaglądał bez wezwania no i trzeba było być w dobrych stosunkach z jego pisarzem . Spokojnie było też w magazynie mundurowym , ale po "zapojke"
trzeba było wychodzić . Bezpiecznie było też pić w "anzlu"/oczywiście za starego/. Oj ! wiele jeszcze można wymienić miejsc , a chyba bez liku sposobów starego wojska na oszukanie i wykołowanie kadry (moim popisowym numerem był cotygodniowy powrót z lewizny "na fleku" autobusem który dowoził kadrę , przez bramę główną tuż przed wejściem do jednostki dowódcy - zawsze się udawało bo wtedy jest największa panika . Czołem koledzy !!!!!
Dopalacze ogłupiają podobnie
Są w różnych postaciach,piguły,prochy - hmm czy czopki ?
Małolat jest ogłupiony dokładnie,pilicmen za kierownicą nie wykryje,zapachowo nikt go nie wyczuję.Brudzia - może krzyrzując ręce i połykając czopek.
Uzależniają małolata do narkotyków - podziwiać nasz kraj.
Pozdrawiam
magazyn
JERZY
Oj były to czasy w latach 1956/57. Było to, gdy w łóżkach były sienniki wypchane żynią słomą.
Taki siennik był dobrym magazynem na nadwyżki pełnych butelek wódki. Był to już czas, że d-cy drużyn spali nie razem z żołnierzami ale były sale podoficerskie - wieksza wolność, co wojewodzie to nie tobie smrodzie.
Z kąd te nadwyżki. Słuzyłem w Olsztynie w saperach, miałem 21 lat. Wiosną 1957 otrzymaliśmy rezerwę Mazurów i Warmiaków, którzy jeszcze niesłuzyli wojsku a byli już 35 do 40 lat. Ostatnia chwila. Zaciągnięto ich na 2 miesiące. Wszyscy w zasadzie byli żonaci. Co niedzielę przyjeżdzali żony. Aby trzymać się zasady, "gość w dom Bóg w dom" przygotowaliśmy kilka pomieszczeń w piwnicy na spotkania w "cztery oczy". Czas korzystania około 30 minut. Wadium za wpuszczenie do klitki z siennikiem było 0,5 do 1 litra ( były takie pojemności)
Kompania liczyła 3 plutony pluton 3 drużyny a drużyna 7 żołnierzy to daje obraz czy nas 10 kaprali bylismy przerobić taką ilość butelek? Czasem przychodził do nas na izbę "kapelan" czyli politruk, szef kompani lub plutonu ale nadwyzki były.