A

A

A

Czego nie wolno baniakowi

1.jpg

„Niech baniaka łab zaboli za trzy lata mej niedoli” Przypomniała mi się akcja z
„niepasowanym” rezerwistą. Byłem wtedy kontrrezerwistą. Zaokrętowany został u nas jeden
marynarz na tzw. „zabezpieczenie”.

Był z rocznika rezerwy. Nie pamiętam po co do nas go dali ani jakiej był specjalności. Ale zadyma się zrobiła niezła. Doszło do niej podczas pierwszego obiadu po jego zaokrętowaniu.
Przyszedł do nas (kontrrezerwy) jeden baniak z pytaniem gdzie ma rozłożyć otrzymane od niego (tego rezerwisty z zabezpieczenia) sztućce. Nie wypadało się zapytać „wicków” więc podjęliśmy decyzję, że posadzimy go do stołu razem z jego rocznikiem. Trochę ścisnęliśmy rozstawione wcześniej przez baniaków zastawy. Jakoś wyszło ale ciasno.
Rezerwa miała swój stół, przy którym siedziało kilku wicków. Którzy wickowie dostąpili tego zaszczytu, decydowała rezerwa (taki objaw fali wyżej umiejscowiony). Poprosiliśmy więc jednego wicka dla rozładowania tłoku przy tym stole aby zechciał na ten czas spożywać posiłki przy stole gdzie siedziała reszta wicków i my.
Wydawało się, że temat jest rozwiązany. Jednak najgorsze dopiero się zaczęło, gdy rezerwa zaczęła zajmować miejsca. Jako pierwszy usiadł przy stole ten z zabezpieczenia. Gdy to zobaczył „nasz” rezerwista to.... sztućce tego gościa frunęły pod koje, a następnie wszyscy zostaliśmy poinformowani cyt.: „JA Z BANIOLEM PRZY JEDNYM STOLE SIEDZIEĆ NIE BĘDĘ oraz WYPIER....AJ OD TEGO STOŁU DO BANIAKÓW”
Okazało się, że gość wskutek „stawiania się” w odpowiednim czasie nie został
pasowany (obcięty) i nawet jego koledzy z roku traktowali go dalej jak baniaka. Na szczęście
ta nasza niewiedza nie obróciła się przeciwko nam. Niby skąd mieliśmy to wiedzieć.
Informacja była skrzętnie ukrywana jako bardzo wstydliwa. Gość do końca zabezpieczenia
stołował się przy stole z baniakami. Była to jedyna restrykcja jaka go dosięgła. W
przeciwieństwie do innych baniaków mógł robić co chciał i nikt nie zwracał mu na przykład
uwagi na to że leży na koi w ciągu dnia. Ogólnie to goście na zabezpieczeniu byli tylko
gośćmi. I tak się ich traktowało. Było to respektowane na naszym 899. Ja pływałem na
wszystkich okrętach w dywizjonie i tak było na większości. Oczywiście trzeba było czuć
respekt i angażować się z własnej inicjatywy do pomocy kolegom z rocznika. Było to dobrze
widziane ale nikt do pracy zabezpieczenia nie gonił. Ale... no właśnie. Zawsze ktoś się musi
wyłamać. Doświadczyłem tego na jednym okręcie w ostatnim roku służby. Mój 899 był w
Gdyni na stoczni. Ja dostałem rozkaz spakowania worka i zaokrętowania się na 896 (a może
895), który wracał ze stoczni do Świnoujścia. Zabrałem tylko niezbędne rzeczy. Dres, sweter
(taki fajny czarny), trampki i ubranie wyjściowe. W Świnoujściu miałem zaliczyć kilka
dozorów. Wcześniej jednak był zaplanowany i uzgodniony z DO (moim dowódcą okrętu)
urlop. Nie miałem przydziału na czas przejścia do Świnoujścia więc większość czasu
przespałem, sporadycznie z nudów zaglądałem też do kabiny radio. Oczywiście na urlop
jednak mnie nie puszczono a jako jego ekwiwalent zapędzono mnie do tyrki. Okręt, z którym
miałem iść na dozór (chyba to był 892) przedstawiał obraz nędzy i rozpaczy. Kupa rdzy.
Trzeba było ją usunąć i pomalować całość. Złośliwy bosman okrętowy przydzielił mnie do
skrobania pokładu podczas, gdy rezerwa z tego okrętu malowała nadbudówkę. Zbuntowałem
się i w cztery oczy wygarnąłem trepowi, że łamie niepisane zasady. No ale to były chodzące
bezmózgie „cztery bele”. Nie zrozumiał. Ale dowiedziałem się wtedy do czego służy rowek
na d... „Do tego aby pot miał którędy z pleców spływać” Opieprzałem się równo i
kombinowałem na różne sposoby jak się przed głupkiem schować. Dopadł mnie. W
korytarzu. Byłem pewny, że szuka mnie na nadbudówce. A on zrobił sciemę i ... Zaczął mnie
nap... a ja na baczność przed nim. No, miał pecha. W tym momencie wszedł do korytarza mój
DO (przyjechał akurat z Gdyni do Świnoujścia) i zadał mi tylko jedno pytanie: dlaczego nie
jestem na urlopie tak jak było ustalone. Ja na to, że tyram. A on dawaj na bosmata:
     -  bosmat? A ty k... jak wygladasz? Pas podciągnąć, beret porządnie założyć.. baczność
        bosmat itd... (się bosmatowi głupawo zrobiło bo to wszystko przy mnie było)
na koniec:
     - odp... się od mojego marynarza ...
... po czym wszedł do kabiny DO. Dostałem potem „lekki” rejon a bosmat się ode mnie od...
Na urlop jednak nie pojechałem.
        Miałem jeszcze konflikt (mały) z ZDO (zastępca DO) tego okrętu ale szybko się
wyjaśniło. Poszło o to, że ja leże na koi razem z rezerwą a do tego mam inny strój niż
ustalono na ten dzień. Wyjaśniło się, że też jestem rezerwa (ZDO o tym nie wiedział) a stój
mam taki jaki mam bo worek marynarza jest za mały abym wszystkie graty z 899 zabierał
(gitarę jednak wtedy zabrałem). Wszyscy chodzili w dresach a ja miałem moro. Odczepił się.
Dozór minął, potem następny i jeszcze dwa. Wróciłem na mój 899 z jakimś okrętem, który
szedł na stocznię do Gdyni. Do końca służby zostało mi jeszcze dwa miesiące. Było wesoło.
Fala słabła. Wszystko zaczęło się od pewnej imprezki, jaką zorganizowała sobie wicerezerwa.
Nasze pomieszczenie – tak zwane: „dwudziestu ośmiu” - było w remoncie. Na ten czas my
spaliśmy na pomieszczeniu desantu. Trochę ciaśniej ale koi dla wszystkich starczyło. Ale do
WC było daleko i tu zrodził się problem. Normalnie z pomieszczenia do WC droga była
następująca: po trapie do góry, przez korytarz, właz na wprost i już. Teraz jednak było
inaczej: po trapie do góry, w lewo, znowu po trapie do góry, wzdłuż korytarza, w lewo, właz i
już. No i jednemu wickowi się pokręciło w pijackim zwidzie. Był tak zamroczony spożytym
znieczulaczem, że po trapie do góry, właz na wprost, wyjął ... odlał się, w tył zwrot i z
powrotem na desant. No ale za tym włazem na wprost było pomieszczenie podoficerów
zawodowych. W tym pomieszczeniu było wtedy trzech bosmanów i chorąży. Zadyma.
Wkurzyliśmy się i my. No bo przede wszystkim oberwało się nam rezerwistom (z racji fali),
że nie pilnujemy porządku. Rozmieniliśmy to na drobne. I tu okazało się, że można zafalować
zgodnie z regulaminem. Nas rezerwistów było czterech: „Koko”, „Fizol”, „Żarówa” no i ja
czyli „Dziób”. Ja miałem „pod sobą” łączność czyli radio i sygnalistów. Koko miał artylerię,
Fizol siłownię (w tym drenażystów) a Żarówa elektryków. Panowaliśmy nad całym okrętem.
No i zgodnie z regulaminem służby okrętowej (RSO) zrobiliśmy porządek. Udało nam się
również załatwić sprawę ukarania głównego sprawcy zadymy. Był moim bezpośrednim
podwładnym. Jako dowódca grupy łączności dałem mu działkę „trzy dni PPK”. Więcej nie
miałem ale z racji tego, ze pierwszy go ukarałem nie podlegał już ewentualnej karze
wymierzonej przez kadrę zawodową. A chorąży się nieźle wtedy zgniewał.... Do końca służby
załoga mogła zapomnieć o tym, że jest baniak, starszy baniak itd. Był tylko podział na
rezerwę i resztę. Zapieprzali wszyscy łącznie z wickami i konterką. Nie było przeproś. Ale to
wymogła na nas kadra. Bosman okrętowy ścigał nas wszystkich. No może rezerwie odpuścił a
objaw odpuszczenia był taki:
 W pewną sobotę jak zwykle było sprzątanie okrętu. Zaczynało się odprawą na pomieszczeniu
mieszkalnym. Zbierała się cała załoga. Wchodził DO i zaczynał (zawsze tak samo):
     - źle nie jest... jest wręcz h...o! Po czym przystępował do omawiania spraw bieżących.
Potem bosman okrętowy rozdzielał rejony. Jak zwykle – jeden młody i jeden stary na rejon.
Wszystko niby po staremu. O dziesiątej w TV leciał film „Czterech pancernych i pies”
(podobno po rusku to było: „trzech tankistow, gruzin i sabaka”). No to rezerwa myk... myk...
myk na pomieszczenie i oglądamy. Za chwilę... po trapie zjechali wickowie. Siedzimy na
stołach i patrzymy na film. Kilka minut był spokój i cisza. Wtem po trapie na pomieszczenie
zjechał bosman okrętowy... wypier.... wszyscy! No to po kolei wyszliśmy głównym trapem na
korytarz po czym przez włazy na rufie (na rufie były dwa włazy) schodzimy na powrót na
pomieszczenie. Nie minęło kilka minut wpadło dwóch wicków. Teraz my: wypier... no to
wickowie wyszli. I tak jak poprzednio chwile później wpada bosman. Patrzy, sama rezerwa...
a to w porządku i wyszedł. Nam odpuścił. Ale my do końca służby wickom tej gafy nie
darowaliśmy. Fala w zasadzie się skończyła.

Czołem Waszmościom
Mat rez. „Dziób” ORP Noteć (899)

zajebisty artykuł

zajebisty artykuł

To jeden z przykładów, i

To jeden z przykładów, i to było dobre każdy wiedział gdzie jego miejsce ? pozdrowienia dla wszystkich marynarzy ze Świnoujścia

Opowiedz nam swoją:
śmieszną,
odjechaną,
niebezpieczną...
czytaj więcej

Nasza trybuna honorowa
Kto ważny odbiera nasze defilady
czytaj więcej

I Ty możesz awansować, dostać order lub pochwałę przed frontem oddziału
czytaj więcej

Na chustę
Na "godzinę piątą"
Na przystojniaka WP
Konkurs kibica
czytaj więcej