A

A

A

"Na okręcie jest wesoło..."

stateczek.JPG

„Na okręcie jest wesoło! Baniak falą dostał w czoło”. Odwołałem się ponownie do
mojego kalendarza i nasunął mi się następny temat do opisania: „FALA”

Moje zderzenie z „falą” w MarWoju nastąpiło już w CSSMW Ustka. Nie ma to jednak nic
wspólnego ze zwyrodnieniami typu „wojsko tańczy” czy „wojsko się kocha”. A i „rydwany
bojowe” nigdy się nie zdarzyły.
W CSSMW czasu na falę specjalnie nie było. Jakieś pojedyncze przypadki zwyrodnialców, ale bez bicia i lżenia. Ja miałem fuchę i mnie specjalnie się nie ruszało. Oprócz grania matom na gitarze i umilaniem im czasu śpiewaniem „Jolka, Jolka... pamiętasz” lub „Autobiografii”, malowałem „cyfrę” jednemu matowi na drzwiach jego izby żołnierskiej. Od środka ma się rozumieć.
Malowanie było tuż przed obiadem. Jak zwykle zostawałem sam na plutonie, gdy reszta szła na zbiórkę przed obiadem. Ja uskuteczniałem odpowiedni fresk i dołączałem na placu apelowym.
Wiadomo, że sprzątanie rejonów pod „falę” podciągnąć się nie da. No, może jeszcze dodam, że z racji szczególnego „uwielbienia” dla ZSMP, która to instytucja jeszcze się mocno wtedy trzymała, miałem kilka dodatkowych wart. Gość, który tym kierował (ZSMP) nie mógł zdzierżyć, że go mam w d... i żadnych głupawych gazetek robić nie będę. Wiedział, że mam zacięcie do rysowania. Ale nie wiedział, że nie interesowały mnie „czerwone pająki”. Dla spokoju podpisałem deklarację i dostałem taka fajną, czerwoną legitymację... Mam ją do dziś... na pamiątkę.
Oprócz wart zaliczyłem przez tego „pająka” kilka dodatkowych służb kuchennych.
No ale dopiero na okręcie doświadczyłem prawdziwej „fali”. Ale dalej nie mogę powiedzieć, że jakieś zwyrodnienia były. Normalny podział: „żagiel”, „baniak”, „st. baniak” (teraz obcinka), „kontrrezerwa”, „wicerezerwa”, „rezerwa” i na koniec „cywil”. Uważałem to za coś zupełnie normalnego. Wszyscy tak uważaliśmy i nikt nie robił problemów. Wszelkimi codziennymi pracami kierowali kontrrezerwiści.
Ponieważ „żagiel” to okres przejściowy to nie będę się nad nim rozczulał. „Baniak” dostawał cięższy rejon, „st. baniak” lżejszy.
Z zasady w czasie sprzątania generalnego, starsze wojsko dostawało w „opiekę” młodszego do pomocy co skutkowało tym, że młody zasuwał a stary pilnował. Najlepiej w czasie sprzątania było na wachcie przy trapie. Do czyszczenia i polerowania był tylko dzwon okrętowy. Super.
W normalne dni powszednie do godziny piętnastej wszyscy mieli zajęcie w swoich działach. Jednak jak to w wojsku - z rana zaprawa. Kaczuchy i żabki na zmianę. Zdarzały się pompki i przysiady. Ani jedno ani drugie wrażenia na mnie nie robiło. Pięćdziesiąt pompek czy tez dwieście przysiadów... Nie lubiłem tylko biegać w butach służbowych. Potem zajęcia służbowe.
        Zasada była taka, że na wszystkich starszych służbą mówiło się „starszy” Mnie mój „starszy”(541) szanował. Przede wszystkim gonił mnie do kabiny radio. Tam miałem ćwiczyć odbiór i nadawanie kluczem na „sucho”. No więc dziobałem sobie do woli. Ruszało mnie dopiero przygotowanie do obiadu. Po obiedzie sprzątanie i mycie nakryć. Tu taka ciekawostka: każdy „starszy” miał swój komplet sztućców. Ale taki komplet, że nic nie pasowało. Trzeba było się nauczyć czyj nóż a czyj widelec. A i szklanki były różne.
Normalnie to wszyscy mieliśmy niezbędniki. Starsze wojsko miało jednak ten przywilej. Jak jednak coś było źle na stole położone to wszystko (oprócz szklanek) lądowało na podłodze.
Należało natychmiast pozbierać, umyć, wytrzeć do sucha i rozłożyć ponownie. Takie grzeczne fanaberie „starszych”. Zdarzyło mi się kiedyś rozbić kilka szklanek. Schodziłem po trapie na pomieszczenie trzymając w jednym ręku tacę ze szklankami „starszych”. Żadna nie ocalała.
Było tego chyba sześć sztuk. Ponieważ „nie umiałem” po trapie chodzić to dostałem polecenie nauczenia się tego. Trap do pomieszczenia miał 12 stopni. Ja miałem się uczyć chodzić po trapie do siłowni. Ten miał 22 stopnie. Biegałem więc góra-dół tak z godzinę. Nie wolno mi było się potknąć. Nauczyłem się. Wszystko odbyło się grzecznie. Przytoczę tu wypowiedź jednego „starszego” – wtedy wicerezerwisty (tak to zapamiętałem): ”... Dziób... ty masz poważny problem, ty po prostu nie potrafisz jeszcze chodzić... musisz się bracie tego nauczyć bo sobie krzywdę zrobisz”.
A szklanki musiałem skombinować. Ich nie interesowało to, czy mi z domu przyślą czy ja to gdzieś zap.... Nam, baniakom, szklanek nie wolno było używać. Ale każdy (chyba) miał taka zakamuflowaną. Ja wraz z kolegami z roku mieliśmy taką melinę w pomieszczeniu elektryka. „Starszy” elektryk wiedział o tym, ale jego to nie interesowało. Podejrzewaliśmy, że wiedzieli wszyscy.
 Czas zleciał szybko i przyszła na nas pora aby obciąć nam ogony. To też przecież fragment „fali”. Jak zwykle nie znaliśmy terminu. Jednak wcześniejsze przygotowania do tej historycznej chwili pozwoliły na to, że nie musiałem lecieć do slamsów po zaopatrzenie. Dostałem od rezerwy 5 x 6 pasów, od wicków 6 x 4 pasy. Konterka mnie trzymała i lała na tyłek zimną wodę dla ostudzenia. W zaciśniętych zębach - pas. Całość trwało może dziesięć sekund. Sposób był sprawdzony. Nie miałem siniaków. Dowódca okrętu zastrzegł kiedyś, że jak wykryje ten proceder to zrobi z tym
porządek. Nie wykrył.
A i nie czepiał się później. Przecież swoje oczy i rozum miał. Od pasowania teraz my mieliśmy już nadzór nad młodszymi a młodsi zaczęli do nas mówić per „starszy”. Ale nic nie zmienialiśmy. Wszystko grzecznie ale stanowczo. Porządek miał być.
Ale tu jest następny temat. Czyli CDN....
Mat rez. „Dziób” ORP Noteć (899)
PS. „fala” czy też centymetr w MarWoju to była taka plecionka z cienkiego sznurka. Każdy dzień to węzełek. Na końcu była wypiłowana z mosiądzu kotwiczka. Węzełków było 153. Te
trzy sztuki to dla przypomnienia, że jednak trzy lata to trwało.

morskie bajanie.

Rezerwa 1965 - 1968 ORP 898 " Warta" cały okres słuzby na jednym okrecie bez żadnych przeniesień - ale takich głupot jak jakieś obcinania ogonów baniaki i innych duperszmitów u nas nie było. rozpoczynałem służbę ze starymi zejmanami co byli powoływani do Marwojki od 21 roku zycia a ja byłem dopiero drugim rocznikiem co szedł do woja po 19.Rezerwa to była ostatnie pół roku jako ,że młodzi dochodzil dwa razy w roku a oprócz tego funkcjonował trzeci rocznik. Cieszę się ,że omineły mnie te głupoty związane z piaskarskimi zwyczajami łącznie z chustami.

Ob .Mat "Dziób" wspomina tak jak było.

Wspomnienia Ob.Mat "Dziób " to wspomniena równe moim .Wydawało by się ,że razem pełniliśmy zaszczytną służbe w Mar .Woj............. Pozdrawiam kolege..... Mat rezerwy [ 1966-1969 ] - Dywizjon Okrętów Ratowniczych w Świnoujściu -Port Wojenny.

Opowiedz nam swoją:
śmieszną,
odjechaną,
niebezpieczną...
czytaj więcej

Nasza trybuna honorowa
Kto ważny odbiera nasze defilady
czytaj więcej

I Ty możesz awansować, dostać order lub pochwałę przed frontem oddziału
czytaj więcej

Na chustę
Na "godzinę piątą"
Na przystojniaka WP
Konkurs kibica
czytaj więcej