A
A
A
Jak szeregowy Leńczyk na Araba szedł
Ukazała się głośna powieść Władysława Zdanowicza pt. „Misjonarze z Dywanowa. Polski Szwejk na misji w Iraku”. Podobno robi furorę w kręgach polskiego wojska. Nie dziwimy się, bo dobrze się ją czyta. Dzięki uprzejmości autora publikujemy dziś fragment książki. Kolejny – jeszcze mocniej naerotyzowany!!! - niebawem w rubryce „Sex & brom”
Szeregowy Leńczyk zarzucił na siebie swój ważący czterdziestu kilogramów plecak, pod którym prawie się zarwał i właśnie schodził po rampie, gdy dogonił go jeden z oficerów lecących z przodu, który najwyraźniej przypomniał sobie o żołnierzach.
– Hej, szeregowy!
Leńczyk posłusznie stanął i z trudem odwrócił się w stronę wołającego.
– Weźcie moje bagaże i przenieście do mojej kwatery! Aha, podobno ma tu po nas przyjechać jakiś samochód. Dajcie nam znać, jak już będzie.- rozglądał się na zewnątrz i raczej nie wyglądał na zadowolonego z tego co widział. – Ale tu piździ, chyba zostaniemy w środku.
– Sorry, panie pułkowniku, ale bardzo się śpieszymy – niespodziewanie wtrącił się do rozmowy plutonowy Zalewski, który przystanął tuż obok i zaczął popychać Leńczyka w stronę trapu. – Dostaliśmy rozkaz od naszego bezpośredniego dowódcy. Więc bardzo nam przykro, ale nie możemy wykonać pańskiego rozkazu.
– Co?! Odmawiacie wykonania rozkazu?! – pułkownik aż przystanął z zaskoczenia i z trudem przecierał oczy, najwidoczniej dopadnięty przez kolejną chmurę pyłu, jaka wdarła się do wnętrza samolotu i która kompletnie go oślepiła. – Ja was... Kto wami dowodzi, plutonowy?! Nazwisko, proszę!
– Panie pułkowniku, sam pan dobrze wie, że rozkaz to rzecz święta! – darł się coraz głośniej Zalewski, zeskakując jednocześnie z rampy i na wszelki wypadek przyśpieszając kroku, aby jak najszybciej zniknąć oficerowi z pola widzenia.
– Kurwa! Ja pierdolę! – zaklął na głos oficer, nie zwracając żadnej uwagi na stojącego obok szefa załadunku, z którym nie mógł się wczoraj dogadać. – Pierdolone szweje! Już ja im pogonię kota, gdy znajdziemy się w bazie. I co ja zrobię z bagażem? – zmartwił się nagle, spoglądając z nadzieją na stojącego obok amerykańskiego lotnika, choć w sumie wątpiąc, że tamten go zrozumie.
– Może to samo, co oni – odezwał się niespodziewanie bezbłędną polszczyzną szef załadunku, pokazując na szereg idących wzdłuż rampy żołnierzy amerykańskich. Na samym początku szła szczupła i niewielkiego wzrostu pani kapitan, którą mało co było widać spod wielkiego plecaka. Zerknęła ciekawie w ich stronę, dostrzegła, że jest obserwowana, więc uśmiechnęła się, poprawiła wiszący na pasku M-4A1 i mimo że było widać, iż ciężar plecaka nieco ją przytłacza, coś krzyknęła w stronę idących za nią żołnierzy i przyśpieszyła kroku. Podążający za nią porucznik, który przewyższał ją co najmniej o głowę, pokręcił z podziwu lub z irytacji głową, po czym przekazał rozkaz dalej, starając się dotrzymać jej kroku. Po chwili zniknęli między stojącymi samolotami, a wiatr szybko zasypał ślady, jakie zostawiali na piasku.
– U nas w wojsku od dawna jest pełna demokracja. Każdy odpowiada za siebie i sam robi to, co do niego należy – stwierdził spokojnie szef załadunku i wskazał na mrugający w oddali samochód. – Jeśli się nie mylę, to wasz samochód. Trzeba tylko donieść do niego plecaki, bo on tu raczej nie podjedzie. Sorry, panie pułkowniku, ale muszę się zająć swoją robotą, bo zaraz przyjadą po te dwa HMMWV, a mam mało czasu, aby to wszystko przygotować. Jak wolicie to mogę wasze bagaże osobiście wypierdolić z trapu, ale nie wiem co wtedy z nich zostanie.
Dobrze, że się nie oglądał za siebie, bo mógłby się przekonać, ze czasami spojrzenia innych mogą zabić, a w każdym razie spojrzenia co niektórych wyższych oficerów.
Szeregowy Leńczyk na widok przewodnika aż otworzył usta ze zdziwienia. Gdyby nie duża plakietka na prawym ramieniu z literami MP, niczym nie odróżniałaby się od przeciętnego amerykańskiego żołnierza w stopniu sierżanta. Gdyby... Gdyby sierżant Herbey McLuis nie był piękną, wysoką Mulatką, która mimo munduru miała czym oddychać. Gdyby nie jej długie nogi godne koszykarki, których nie potrafiły ukryć żadne spodnie od munduru i specjalne wojskowe buty na grubej podeszwie. Także hełmu na głowie i broni w dłoniach nie potrafi ukryć jej urody, ba nawet kamizelka nie była w stanie dostatecznie ukryć walorów, jakie niewątpliwie posiadała, a szczególnie tu, gdzie zjeżdżały się tysiące młodych i zdrowych facetów, którym w głowie zawsze było jedno - zaliczyć cokolwiek. Nieważne, jak to coś wygląda i ile ma lat, ale zaliczyć teraz, aby później było o czym gadać z kolegami. Znała ich sposoby na podryw, owe słynne:
– A gdzie pani mieszka?
– A mogę panią kiedyś odwiedzić?
– Kiedy pani kończy służbę?
Trafiała czasami na zwykłych chamów, którzy myśleli, że wszystko im wolno. Pamięta do dziś, jak jeden z włoskich oficerów zagaił tekstem:
– Hej, bejbi! Mam nowy samochód, może pójdziemy zobaczyć nową tapicerkę?
Zdziwił się nieszczęśnik, kiedy wracał do domu kolejnym samolotem, zaliczając przed tym niespodziewane spotkanie ze ścianą. Oczywiście nie zrobiła tego specjalnie, po prostu nie zrozumiała, o co mu chodzi, bo akurat włoskiego za bardzo nie znała. Wiedziała jedno – jej wybranym nie będzie nigdy żaden mundurowy, obojętnie czy dotyczy to policji czy wojska, bo zbyt dobrze wiedziała, że wtedy o wszystkim decyduje przełożony i nikt nie liczy się z rodziną, a tego chciała uniknąć. Pozostał jej jeszcze rok studiów prawniczych i trzy lata kontraktu w wojsku, a tyle wytrzyma. Nie miała zamiaru przedłużać kontraktu.
– Ale dupa... – westchnął głośno jeden z żołnierzy, nie mogąc oderwać od niej wzroku, ale od razu dostał w hełm od plutonowego Zalewskiego.
– Lepiej siedź cicho, jak nie chcesz mieć kłopotów – usadził go. – Pewne słowa są znane wszystkim kobietom na świecie, a musisz wiedzieć, że Amerykanki są szczególnie wrażliwe na odzywki seksualne. Nie dość, że wsadzi cię do paki, to jeszcze zaskarży do sądu o odszkodowanie, więc zęby na kłódkę i siedź cicho.
Uśmiechnął się do przyglądającej się im pani sierżant i podniósł dłoń do hełmu, jakby w ten sposób chciał okazać swój podziw. Uzyskał tylko tyle, że zaczęła mu się dokładniej przyglądać. Sam nie wiedział, dlaczego tak postąpił, ale zanim pomyślał, było już za późno, aby się wycofać. Wyjął z kieszeni bluzy dwa kondomy zapakowane w oryginalne opakowania i jeden podał Leńczykowi, nie spuszczając z oczu pani sierżant, której coraz bardziej nie podobało się to, co widzi.
– Rób dokładnie to samo, co ja – powiedział szeptem, prawie nie otwierając ust. – I nie wyprzedzaj mnie ani o moment.
– To głupie – stwierdził cicho Leńczyk, ale posłusznie rozerwał opakowanie, naśladując plutonowego. – Czy my zawsze musimy pakować się w kłopoty?
– Spokojnie – odszepnął plutonowy. – Wiem, co robię. A bardzo chcę usłyszeć jej głos. Jeśli jest taki sam jak reszta, to się z nią ożenię.
Zgodnie z instrukcją najpierw potrząsnął gumką, aby się odwinęła i uśmiechnął się do niej szeroko. To, co robił, nie spodobało się pani sierżant, która z grymasem złości na twarzy nacisnęła przycisk na radiotelefonie, po czym sięgnęła po białą dużą pałkę, zwisającą z boku.
Plutonowy Zalewski, nie widząc nic zdrożnego w tym, co robi, wziął do ust zakończenie kondoma i zaczął wdmuchiwać do środka powietrze. Po chwili dwie nadmuchane prezerwatywy poruszały się w rytm powietrza, a sierżant McLuis stwierdziła, że nadszedł czas na jej reakcję i skierowała się w stronę obu żartownisiów, zastanawiając się, któremu najpierw przyłożyć pałą, zanim przyjadą jej koledzy i zapakują delikwentów do samochodu, aby odwieźć ich do aresztu. Była parę kroków od nich, gdy przystanęła zaskoczona. Obaj żołnierze spokojnie, jakby w ogóle ich nie obchodziła, spuścili z kondomów powietrze i zaczęli z pietyzmem zakładać gumki na lufy swej broni...
Od redakcji:
Jeśli chcesz kupić książkę, napisz do jej autora: ksiegarnia.zdanowicz@pro.onet.pl
- Zaloguj się lub zarejestruj by komentować
Zaciągnij sie (logowanie)
*Przypomnij hasło |
Pomoc
Nie zaciągnąłeś się jeszcze? załóż sobie konto.
Menu specjalne: NASI MISJONARZE
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej






misjonarze
niestety to co opisano w tej ksiazce to sie q...a w pale nie miesci kadra oficerska nadal czuje sie jak w czasach sredniowiecza i glebokiego feudalizmu o roboty i wszelakich poslug sa szweje kadra zlopie na misjach az milo a szweje robia to samo kazdy kreci zeby zarobic zwlaszcza ci przy korycie wszelakich magazynach i.t.pw ksiazce jest opisanych wiele takich kwiatkowbez mala mozna twierdzic ze ok 90%zawartosci ksiazki to prawda jescze lepsze kwiatki przeczytal bym w drugiej czesci ksiazki pozdrawiam sierz.Gecco
+ (duży)
Interesujące...
Mat rez. "Dziób" ORP Noteć (899)
ocena
W książce są o wiele lepsze fragmenty, a o kobietach jest jednak niewiele, bo misje - to raczej męska sprawa.