A

A

A

Jak się koledzy z wojska w swej chuci zapomnieli niczym psy


Oprócz tego, że wojskowo-seksualny, historia poniższa ma też kontekst szerszy, bo językowy. Ale nie w sensie języka, który sprawnie penetruje rozmaite zaułki rozkoszy, lecz w sensie języka, którym mówimy.

Po raz kolejny bowiem ukazuje ona, podnoszoną od lat przez językoznawców i literaturoznawców, bezradność współczesnej polszczyzny wobec opisu aktu seksualnego. Język nasz nie ma stosownych słów, którymi potrafiłby ładnie opowiedzieć historie łóżkowe. I wychodzi z tego albo wulgarna, rubaszna opowiastka, albo sucha medyczna relacja.
Bezradności tej doświadczył pewien żandarm wojskowy przy sporządzaniu raportu opisującego poniższą historię...

Dwóch kolegów z wojska, dziadków właściwie z niewielką cyfrą DDC na "fali", raczyło się winem w swej macierzystej, wspomnianej już w tym cyklu, jednostce JW 3701 w Opolu. Gdy już im poszło w czub, poczuli w sobie męską moc. No, roznosiło ich jak ogierów. Musieli sobie coś tego dnia poderwać.
Nie ubierając nawet mundurów, przeskoczyli płot jednostki i w dresach, mocno w okolicach krocza napiętych, pomaszerowali w stronę pobliskich działek na podryw. Mieli nadzieję, że któraś z ogrodniczek poleci na ich młodzieńczość, brawurę, bezkompromisowość.
Ale na działkach było albo pusto, albo zbyt męsko.
- Myśleliśmy, że dostaniemy zajoba, tak nam się chciało - powiedział potem jeden z nich podczas przesłuchania.
Więc im się przypomniało, że przy pobliskim przejeździe kolejowym na strategicznej trasie łączącej Śląsk z Wrocławiem stoi budka, a w niej czasami pełni służbę dróżniczka, znana ze swej słabości do mężczyzn. Poczłapali tam - wciąż twardzi i gotowi.
Mieli nieszczęście w szczęściu, bo owszem dróżniczka miała tego dnia dyżur, ale ich pogoniła ze względu na to, iż w biały dzień publicznie seksu uprawiać nie zwykła. A oni nie mieli cierpliwości czekać do zmroku. Gdyby nie to, że budka miała fundamenty, chłopcy wrzuciliby ją na tory. Tacy byli rozżaleni.
Poszli więc dalej, w kierunku najbliższej wioski o miłej każdemu piwoszowi nazwie: Chmielowice. Może trafi się jakaś dzioucha, która nie będzie robić ceregieli?
Szli, szli, szli..., ale nie doszli... Nie wytrzymali... Zeszli w bok, na trawę.
Za niespełna kwadrans lokalna komenda żandarmerii wojskowej odebrała wielce niepokojący telefon z policji: - Na poboczu drogi do Chmielowic, na oczach pasażerów długiej kolejki samochodów oczekujących na podniesienie szlabanu, dwóch żołnierzy uprawia seks. Oralny, jeśli chodzi o ścisłość.
Policja została zaalarmowana za pomocą telefonu komórkowego - przez któregoś ze zgorszonych świadków zdarzenia.
Gdy patrol żandarmerii przybył na miejsce, akt miłosny wciąż trwał, ale żołnierze zdążyli już zamienić się rolami. Odbiorca rozkoszy stał się jej dawcą, zaś dawca - jej odbiorcą. Nadal jednak byli jak w amoku, nie zwracali uwagi na otoczenie. Mogłoby to świadczyć o dwóch rzeczach: a) albo byli tacy pijani b) albo tacy napaleni. Albo obie rzeczy naraz. Bo że nie byli homo - okazało się w stu procentach podczas przesłuchań.
Patrol ustawił furgon tak, aby służył on za parawan, a potem zmieszany podoficer chrząknął kilka razy bezradnie, niczym ciotka, która zastała swego bratanka na niecnych igraszkach z samym sobą i świerszczykiem.
Gdzieś tak po dziesiątym chrząknięciu żołnierze opamiętali się.
- O rety! - zawołał ten, który był bierny, ale nie ze strachu, lecz jak się rychło okazało, ze zmartwienia. Bo nie dość, że przed chwilą sam był aktywny, sam się udzielał, sam zaspokoił kolegę, to teraz nie będzie mu dane osiągnąć orgazmu. A był już blisko... Ech, życie...
Chłopakom upiekło się jednak nieco, bo kara, jaka ich spotkała, była mniejsza niż zasłużyli. Dlaczego? Ano właśnie za sprawą tej językowej niemocy, od której odbił się żandarm mający sporządzić raport z zajścia. Nie mógł się on bowiem zdecydować na użycie sformułowania "seks oralny", uważając je za coś tak egzotycznego w języku wojskowych raportów, że wręcz niedopuszczalnego. Natomiast zwyczajne "robienie laski" było dla niego bluźnierstwem. I tak napisał tylko w dokumentach, że chłopcy się obmacywali. A za to kara musiała być mniejsza.
A swoją drogą, polskie wojsko jurne jest nadzwyczaj, prawda? Na erotycznym bezrybiu i rak ryba, ale żeby tym rakiem był własny kolega z wojska?

(tekst własny www.koledzyzwojska.pl)

a co wy tacy pruderyjni jestescie??

U nas podobnie bylo. Wszyscy doskonale o tym wiedzieli tylko nikt o tym nie mowił.Chodzilo sie do kibelka i robiło swoje !
Raz kumpla przyłapalismy jak kota dosiadał fama poszła i kotek był budzony 2 -3 razy w nocy (kazdy chcial sobie podupczyc). Wszyscy robilismy to pod płaszczykiem zabawy ,głupich żartow itd. Teraz kazdy z nas ma rodzine i udaj ze nic sie niestalo. to taka meska przygoda!

za moich czasów też się

za moich czasów też się piło i pornole całą noc oglądała,ale żeby chłop z chłopem to są jakiś jaja ?????

buhahahahahahahahah

buhahahahahahahahah zaje..... historyjka ciekawe tylko ile w tym prawdy hehehe

;) DOBRE!!!

No i właśnie po to kiedyś w woju sypali BROM do żarcia, co by sobie chłopaki członków nie pokaleczyli. Żołnierz ma myśleć o służbie a nie o "Dupie Maryni" ;)

hehehe

jak to czytałem to ze smiechu nie mogłem hehehe dobre sobie:))

bomba

a co mieli biedoki zrobić,jak im się tak chciało!!!!!!!!!!!!

Opowiedz nam swoją:
śmieszną,
odjechaną,
niebezpieczną...
czytaj więcej

Nasza trybuna honorowa
Kto ważny odbiera nasze defilady
czytaj więcej

I Ty możesz awansować, dostać order lub pochwałę przed frontem oddziału
czytaj więcej

Na chustę
Na "godzinę piątą"
Na przystojniaka WP
Konkurs kibica
czytaj więcej