A
A
A
Ciężki zadek śląskiej dziouchy
Właściwie historia dzisiejsza powinna znaleźć się w dziale Sex and brom, ale wiem, że dziś na te tematy wypowiada się sam profesor, a ze mnie tylko skromny podoficer... Więc opowiadam o tym tutaj.
Gdyby wyposzczonemu żołnierzowi powiedzieć, że mu dziewczyna usiądzie na twarzy, pewnie by zwariował ze szczęścia i podniecenia. Gdyby, gdyby... A jak już dochodzi co do czego, to wypadki toczą się zupełnie innym torem.
Pewnego dnia dostajemy telefon. Z Brzegu prysnął żołnierz. Najprawdopodobniej uciekł do domu, do Opola. Robota łatwa. Wskakujemy do wozu. Jedziemy.
W domu go jednak nie ma. Standardowo pytamy, czy ma dziewczynę. Ma. I kocha. Dostajemy adres dziouchy. Jedziemy.
Pukamy. Nic. Pukamy. Nic.
Łapię za klamkę. Otwarte.
Wołam. Nikt nie odpowiada. Ale słyszę jakiś szmer na górze. Ruszamy.
Wchodzę do pokoju, a tam na pierzynie dziewczyna leży. Golutka. Dość pokaźna była, nie powiem. Kształty raczej takie rubensowskie.
No więc tak leży i się rozgląda za czymś, czym by się mogła przykryć. Ale w pobliżu niczego. Żadnego szlafroka, ręcznika, nic...
Od razu zastanowiło mnie, dlaczego ta kobitka nie wskakuje pod kołdrę, skoro się nas wstydzi, tylko tak leży jak ciasto na talerzu. Rzucam wzrokiem w lewo, rzucam w prawo, wiadomo, szukam buta, krawata gdzieś na podłodze, jakichś gaci... A tu nic! Żadnego śladu.
Zerkam tak na tę pierzynę, na której ona leży i już mi się wszystko w głowie układa. I już, już mam złapać za róg pierzyny, kiedy słyszę rzężenie... Jakby ktoś kogoś dusił. No charczy jak mordowany.
A to nasz zbieg się dusił.
Zepchnęliśmy ją w łóżka, a nie poszło łatwo, bo dorodna kobita z niej, jak mówiłem, była. Odsłaniamy pierzynę, a tam nasz żołnierzyk siny prawie z uduszenia.
Cucimy go, ona też, już w szlafroku. A jego pierwsze słowa, jakie mógł z siebie wydobyć, gdy już doszedł do siebie, brzmiały: - Ty kretynko, miałaś tylko na mnie usiąść, a nie dusić mnie swoim dupskiem obesranym.
A ona wtedy: - Obesranym? Obesranym???!!! Pół dnia leżałam w wannie, zanim tu przylazłeś, bucu – i łups go w łeb, aż zadudniło.
Podobno gdy on wyszedł z woja, to wzięli ślub.
- Zaloguj się lub zarejestruj by komentować
Zaciągnij sie (logowanie)
*Przypomnij hasło |
Pomoc
Nie zaciągnąłeś się jeszcze? załóż sobie konto.
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej

.jpg)





Trzeba pisać !
Zacznę od fotki na pierwszy rzut oka widać że ,fotka to przeróbka (a gdzie to żandarmi mają zielone berety zamiast szkarłatnych.Ponadto buty to brązowe opinacze ,ŻW ma czarne buty.Ponadto służba dyżurna w pododdziałach ŻW ma białe pasy .
Natomiast historia opisana jak najbardziej realna i spotykana w praktyce.Poza paroma drobnymi szczegółami można uznać za realną ( a nie twórcze fantazje autora). Pozdrawiam.
Czołem Karkonosz!
Dziękujemy za czujnosc. Fotografie, które mają ozdobic, urozmaicic tekst dobralismy po prostu z Waszych zdjęc w galerii (zaznaczylismy to w tekscie). Nie chodziło przecież o o dokładną ilustrację przedstawionej sytuacji, tylko o skojarzenia. Natomiast jestem szczesliwy że to mnie pierwszemu przyszedł zaszczyt (general Portal dzis baluje), przeczytac Panską recenzję, która nie podwaza autentycznosci naszych historii, spisanych, tak na marginesie przez tego samego podoficera. Z niecierpliwoscia czekamy tez na Pańskie historie, które prawdopodobnie też niejednego czytelnika zadziwią.Pozdrawiam, czołem!