A

A

A

Królewski wstrząs mózgu (odc. 1)

Pilka_Zolnierz.gif

Niektórym piłkarzom powołanie do futbolowego wojska tak się to podobało, że zostawali w piłkarskiej armii na zawsze, co uczynił choćby major, a może już i pułkownik, Lucjan Brychczy z warszawskiej Legii.


Pójście w kamasze nie uśmiechało się jednak Pawłowi Królowi. Urodzony w 1960 roku w Zawadzkiem piłkarz pod koniec lat siedemdziesiątych był jednym z najmłodszych i najbardziej uzdolnionych facetów z wielkiej wtedy drużyny opolskiej Odry, którą trenował Antoni Piechniczek. Kiedy ten wspaniały zespół począł się jednak sypać, jedną z przyczyn kryzysu była właśnie niemal powszechna branka futbolistów, wcielanych do wojska przeważnie na „korzyść” wojskowego wrocławskiego Śląska. Paweł Król miał pójść w kamasze razem z Romanem Wójcickim, ale udało się go działaczom Odry - jak się to wtedy nazywało - wyreklamować z powodu... wstrząsu mózgu. Miał się go nabawić podczas meczu z Widzewem w Łodzi.
W kilka dni po wypadku spotkałem Pawła w klubowym pawilonie Odry, tuż przed kolejnym jej meczem I-ligowym. Król nie miał w nim zagrać, bo wciąż właśnie leczył swoją poważną dolegliwość. Kiedy go ujrzałem, było aż nadto widoczne, że sportowiec znieczulał się krzepkim specyfikiem tylko wyglądającym na wodę.
   - Czego się nie robi dla ukochanego klubu - rozpoczął swoją opowieść Paweł Król z rozmachem zajmując miejsce w głębokim fotelu i nalewając sobie z termosu kawę z dużym przelewem.
   - Miałem iść do wojska, ale panowie działacze z Odry mówią mi tak: - Pawełku, zagrasz prawie cały mecz z Widzewem, bo jesteś bardzo potrzebny drużynie. Potem też będziesz jej bardzo potrzebny i dlatego pod sam koniec spotkania musisz doznać kontuzji. No i gramy sobie, gramy ten mecz z Widzewem, coraz bliżej ostatniego gwizdka sędziego, a ja coraz częściej zerkam na naszą ławkę rezerwowych, skąd mam dostać sygnał na kontuzję. Wreszcie słyszę: - Paweł, teraz możesz!
   - Łatwo powiedzieć - teraz możesz. Piłka daleko ode mnie, a ja przecież nie mogę ni z tego ni z owego walnąć głową w słupek bramki Józka Młynarczyka. Wreszcie patrzę - w moim kierunku pędzą za piłką gracze obu drużyn. Nawet nie wiem, w kogo się władowałem, dość tego, że po starciu w powietrzu, padłem ciężko na ziemię i zamknąłem oczy. Podbiegł nasz lekarz z masażystą. Słyszę, że medyk stawia już diagnozę: - To musi być wstrząs mózgu! Wiozą mnie do szpitala, kładą na oddziale intensywnej terapii. Wokół mnie jakieś same kościane dziadki, ja młody z nimi, bardzo głodny, nic mi naprawdę nie jest, ale muszę do końca grać swoją rolę i długo jeszcze przez kilka dni jeść jakieś kleiki.
Z Łodzi przywieziono mnie do Opola specjalną karetką, bo przecież wszystko musi być wykonane, jak należy. No i jestem teraz w szpitalu przy Wodociągowej. Nudzi mi się tam strasznie, więc przyszedłem na mecz. Żeby tylko mnie nikt nie rozpoznał. Jestem przecież po wstrząsie mózgu!
Wstrząs mózgu wyreklamował jednak Pawła Króla tylko na rok. Poszedł do wojska. Do Śląska Wrocław. I jako zawodnik tego klubu zadebiutował w Japonii w reprezentacji Polski. Zagrał w niej jeszcze 21 razy. A potem grał w Niemczech. Tam do dziś mieszka.   

Juliusz Stecki

Za tydzień kolejne historie  

Opowiedz nam swoją:
śmieszną,
odjechaną,
niebezpieczną...
czytaj więcej

Nasza trybuna honorowa
Kto ważny odbiera nasze defilady
czytaj więcej

I Ty możesz awansować, dostać order lub pochwałę przed frontem oddziału
czytaj więcej

Na chustę
Na "godzinę piątą"
Na przystojniaka WP
Konkurs kibica
czytaj więcej