A

A

A

Piersi w boju, piersi na boisku

Korkokamasze-2.jpg

Armie socjalistyczne nie walczyły przeciwko sobie, bo się kochały. Więc podczas futbolowych rozgrywek żołnierskich  źle widziane były wygrane z ZSRR, o którym mówiono zakazanym żartem, iż tylko patrzeć jak zmieni herb z sierpa i młota na biustonosz, bo we wszystkim co czynią, Ruscy są... piersi.

Najważniejszą formą współpracy i międzynarodowych kontaktów armii KDL-ów (krajów demokracji ludowej) były - urządzane według olimpijskich wzorów - mistrzostwa armii zaprzyjaźnionych. Wojskowi rywalizowali w nich chyba we wszystkich olimpijskich dyscyplinach i konkurencjach, a wyjątkowo cenione były osiągnięcia w tych uprawianych na co dzień w żołnierskim trudzie. Dobrze było więc zdobyć mistrzostwo armii zaprzyjaźnionych w strzeleniu z broni wojskowej, w sportach walki - w walkach na szermiercze szable, szpady, florety i (stępione - rzecz jasna) bagnety, w boksie, zapasach, a nawet w łucznictwie.
   Także w nich najlepsi zdobywali tradycyjne trofea - puchary, medale, dyplomy - ale i też dostawali urlopy przydzielane przez szczęśliwych z ich sukcesów dowódców, którzy też hojnie serwowali listy pochwalne do rodzin wybitnych wojskowych sportowców. Mniej zadowoleni byli natomiast prezesi i kierownicy cywilnych klubów sportowych gwiazd w mundurach, bo te po odbyciu zasadniczej służby wojskowej z reguły nie wracali w rodzinne pielesze, wybierając intratne posady zawodowych żołnierzy lub też miejsca w bogatych klubach cywilnych zaprzyjaźnionych z Legią Warszawa, Zawiszą Bydgoszcz, Wawelem Kraków, Śląskiem Wrocław, Grunwaldem Poznań czy Lublinianką Lublin.
   Rekruci mniej sportowo utalentowani od pierwszych dni doskonalili się w żołnierskim rzemiośle, a jeśli starczało im jeszcze trochę czasu, starali się uprawiać sport (nawet hokej na trawie, czy szachy) w zaprzyjaźnionych z armią klubach cywilnych. W wojskowych klubach sportowych nowo powołani  żołnierze trafiali do kompanii sportowych, w których ich głównymi zajęciami były regularne treningi i udziały w meczach i zawodach. A po nich często korzystali z wielkomiejskich uciech, choć nie ze wszystkich, bo także poza koszarami musieli być odziani w mundury, a w nich choćby nie do wszystkich lokali byli wpuszczani.
   Ale trzeba przyznać, iż wojskowy reżim z reguły miał korzystny wpływ na jakość sportowej formy mieszkańców sportowych kompanii, bo spośród nich wyszło także do cywila wielu dużo lepszych od poborowych sportowców.
   Wojsko też karało. Karel Merta - olimpijski dyskobol z czechosłowackiej armii zaprzyjaźnionej - stracił stopień majora i zawodowy etat po przyłapaniu na oszustwie z umniejszaniem wagi dysku przed rzutem. Z armii wyrzucono także kolegę Merty - czterokrotnego mistrza olimpijskiego, Emila Zatopka za to, że poparł „Praską wiosnę”. Stopień i wojskową emeryturę za politykę stracił też polski mistrz olimpijski w szermierce - Jerzy Pawłowski.
   Dziś - bez słowa „niestety” - tego wszystkiego już nie ma.

 

Juliusz Stecki

Opowiedz nam swoją:
śmieszną,
odjechaną,
niebezpieczną...
czytaj więcej

Nasza trybuna honorowa
Kto ważny odbiera nasze defilady
czytaj więcej

I Ty możesz awansować, dostać order lub pochwałę przed frontem oddziału
czytaj więcej

Na chustę
Na "godzinę piątą"
Na przystojniaka WP
Konkurs kibica
czytaj więcej