A
A
A
Poseł do marszałka i załatwił (odc. 2)
Pierwszym i najwybitniejszym przodownikiem pracy - rzecz jasna, socjalistycznej - we wczesnym PRL-u był śląski górnik Wincenty Pstrowski. Tuż za nim plasował się inny przedstawiciel tego samego fachu, Wiktor Markiefka. Przed wojną grał on zupełnie dobrze w piłkę jako zawodnik pierwszoligowego Śląska Świętochłowice. W tej samej drużynie partnerem Markiefki był kadrowicz na finałach mistrzostw świata w 1938 roku, Ewald Cebula - podczas okupacji członek...
niemieckiej kadry słynnego trenera Seppa Herbergera - także powojenny reprezentant Polski i gracz chorzowskiego Ruchu. Skaperował go do Ruchu właśnie Wiktor Markiefka, wielki sympatyk klubu z Chorzowa, w którym najwspanialszym piłkarzem był Gerard Cieślik. Ten sam, którego Cebula, jako asystent trenera reprezentacji Polski, posłał w ostatniej chwili na boisko Stadionu Śląskiego, aby ten wbił dwa zwycięskie gole Związkowi Radzieckiemu.
Wcześniej Wiktor Markiefka - jak podaje choćby Andrzej Gowarzewski w swojej Encyklopedii Piłkarskiej Fuji - stoczył potyczkę na chyba równie wysokim szczeblu, bo z marszałkiem Związku Radzieckiego, a w międzyczasie także Polski, w obronie cywilnego stanu właśnie Gerarda Cieślika. Błyskotliwie grającego „Małego łącznika” Ruchu chciało mieć wiele klubów, a już chyba najbardziej ówczesny Centralny Wojskowy Klub Sportowy (zwany przedtem i potem Legią) z Warszawy. Zaborczy CWKS - korzystając z siły przebicia Ministerstwa Obrony Narodowej - brał w „kamasze” kogo chciał. A chciał też bardzo Cieślika...
- Byłem na zgrupowaniu zimowym w Szklarskiej Porębie - opowiadał Andrzejowi Gowarzewskiemu legendarny piłkarz - kiedy do mojego domu o piątej rano przyszedł żołnierz i wręczył żonie kartę powołania do wojska. Trener CWKS Janos Steiner był ponoć pewien, że wkrótce zostanę jego piłkarzem. Na zgrupowaniu Legii w Zakopanem było już przygotowane dla mnie łóżko.
I wtedy zaczęli działać ludzie z Ruchu. W śląskiej Wojskowej Komendzie Uzupełnień (WKU) nie potrafiono nic zrobić, bo rozkaz wcielenia Cieślika przyszedł z samej Warszawy. Udano się więc po pomoc do wielkiego sympatyka Ruchu - przodownika pracy, a także posła na Sejm jednocześnie, Wiktora Markiefki. Ten, przed wyjazdem do stolicy z Cieślikiem, zwrócił się o wstawiennictwo do ówczesnego wojewody katowickiego (zwanego wtedy przewodniczącym Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej), generała Aleksandra Zawadzkiego. Generał zadzwonił do samego marszałka Polski (także Związku Radzieckiego), Konstantego Rokossowskiego, a ten jednym ze swoich ważnych rozkazów pozostawił w cywilu Gerarda Cieślika.
Dzięki temu, Cieślik mógł rozegrać wyłącznie w Ruchu swoich 237 meczów pierwszoligowych i zdobyć dla niego 167 bramek oraz trzy z czternastu tytułów mistrza kraju. Zagrał też 46 spotkań międzypaństwowych, również podczas olimpiady w Helsinkach. Z 27. reprezentacyjnych goli - dwa po jego strzałach przepuścił słynny Lew Jaszyn w wygranym przez Polaków 2-1 w 1957 roku meczu ze Związkiem Radzieckim w Chorzowie.
W tym samym październikowym dniu b. ZSRR wystrzelił pierwszego sztucznego satelitę. Następnego dnia pismo „Sportowiec” oskarżono o deprecjonowanie osiągnięć nauki radzieckiej, bo pomeczową relację opatrzyło tytułem „Nawet sputnik nie pomoże, kiedy Cieślik jest w humorze”.
Juliusz Stecki
- Zaloguj się lub zarejestruj by komentować
Zaciągnij sie (logowanie)
*Przypomnij hasło |
Pomoc
Nie zaciągnąłeś się jeszcze? załóż sobie konto.
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej





