A

A

A

Nauka jazdy po pijaku

Rok 1965. W Braniewie zorganizowano kurs kierowców dla zołnierzy z całego garnizonu. Dowódcą kompanii był bardzo fajny i lubiany porucznik K. Był wrzesień, dość ciepło. Odbywaliśmy wówczas tzw.nocną naukę jazdy, chyba w 10 ciężarówek (ZIS, STAR i GAZ), a mnie przypadła w udziale jazda wraz z dwoma kolegami samochodem GAZ 63A.

 To taki dawny ciężarowy"Lublin" z wyciągarką z przodu i z napędem na dwie osie, raz pojedynczymi kołami z tyłu. Chyba ich już nie ma w woju. Jeden z kursantów siadał za kierownicą obok instruktora (tzw.kierowcę "starego żołnierza" ) , a pozostali kursanci jechali na skrzyni ładunkowej, czyli "kipie".

Było już dość późno i porucznik K. stwierdził, że ufa instruktorom i nas kursantów, pozostawia w dobrych rękach i że musi wracać natychmiast pilnie do domu - po czym odjechał "gazikiem". Staremu wojsku w to graj, zatrzymali się w Lelkowie, tam zakupili gorzałę i zaczęli sami pić, a nam zabronili.

Po wypiciu zakupionej wódy , kazali kursantom wejść na kipy - a sami zaczęli szaleńczą jazdę do koszar. W związku z tym, że byliśmy zmęczeni nauką jazdy i nerwami z tym związanymi - ja wraz z dwoma kolegami położyliśmy się (na szczęście!) w poprzek skrzyni ładunkowej GAZA, blisko kabiny. W pewnej chwili kierujący naszym GAZem pijany instruktor, nie wyrobił zakrętu w prawo i mój GAZ wyleciał z szosy prosto i przewrócił się na lewy bok w przydrożnym rowie i idealnie na szczęście wpasował się między rosnące przy tym rowie drzewa. Mówią, że niektórzy pijacy mają szczęscie i w tym przypadku tak rzeczywiście było. Zapamiętałem jak samochód się przewraca, a póżniej tylko to, jak jakiś z kursantów uderzył mnie mocno w plecy, bo jak potem mi powiedzieli - rwałem jak zając z wywróconego pojazdu w pobliskie pole, gdyż podczas wywrotki pojazdu - walnęłem się głową w rusztowanie plandeki i byłem w szoku. Po minięciu szoku, z rosnącym potężnym guzem, wróciłem do feralnego pojazdu, który już był wyciągany przez inne pojady i poza lekkim wgnieceniem lewego przedniego błotnika - samochód ten więcej nie ucierpiał. Na szczęście również jadący ze mną moi koledzy, oprócz drobnych potłuczeń - nie doznali innych obrażeń. Po postawieniu mego GAZA na koła - instruktorzy natychmiast otrzeżwieli i oddali kierownice kursantom i to oni sprowadzili pojazdy do koszar. Oczywiście, nikt z kursantów, tych pijących instruktorów nie zakablował - a ja od tego czasu miałem "fory" u nich przy zdawaniu na prawko jazdy, i na moje szczęscie - mój mózg do dzisiaj chyba należycie funkcjonuje.

Opowiedz nam swoją:
śmieszną,
odjechaną,
niebezpieczną...
czytaj więcej

Nasza trybuna honorowa
Kto ważny odbiera nasze defilady
czytaj więcej

I Ty możesz awansować, dostać order lub pochwałę przed frontem oddziału
czytaj więcej

Na chustę
Na "godzinę piątą"
Na przystojniaka WP
Konkurs kibica
czytaj więcej