A
A
A
Tak nie wolno, panie poruczniku!
Pamiętacie to uczucie, gdy jako dziecko czekaliście długo i niecierpliwie na świętego Mikołaja, po czym szliście spać pobeczani, bo Mikołaj zalał pałę, zgubił worek z prezentami i wylądował w izbie wytrzeźwień? Szeregowemu Gąsce zdarzyło się coś jeszcze gorszego.
Rzecz w tym, że służący w Dziwnowie szeregowy Gąska był prawiczkiem, gdy brano go w kamasze. No, tak mu się życie ułożyło, że nie zdążył zaciupciać. Wtedy jeszcze nie było agencji towarzyskich, gdzie mógłby pobrać stosowne nauki, a prostytutki kosztowały majątek, bo brały w dolarach. Gdzie tam prostego chłopaka z podrzeszowskiej wsi stac by było na PRL-owską dewizową kurtyzaną. Tak więc Gąska poszedł do wojska z cnotą między nogami, bo ile by jej nie próbował nadwerężyć własną ręką, to przecież nie było to samo co z babą.
A w Dziwnowie – pokus masa. Plaża na wyciągnięcie ręki, domy wczasowe, turystki, studentki na praktykach, zacne, choć jeszcze do użytku dojrzałe kuracjuszki na solo występach nad Bałtykiem. W głowie się może przewrócić, choć Gąsce częściej przewracało się w spodniach.
Oczywiście, reszta plutonu od razu połapała się w brakach kolegi, ale oprócz zwyczajowych w
takich przypadkach szyderstw, szweje zachowali się korekt. Obiecali Gąsce kobietę. Mieli taką zaprzyjaźnioną Jadzię, która pracowała w smażalni w pobliskim Dziwnówku. Jadzia lubiła wojsko i dawała mu bez oporów, tym bardziej chętnie, że wtedy nikt jeszcze nie słyszał o AIDS.
Chłopcy obiecali zabrać Gąskę na zbiorową randkę z Jadzią, która to randka miała się odbyć na pobliskich wydmach. Gąska miał dostąpić przywileju pierwszeństwa. To znaczy – pierwszy miał posuwać Jadzię na wojskowym kocu.
Chłopak czekał na to równie namiętnie, jak NASA na start załogowego lotu na Księżyc. Dopytywał kolegów, co ma zrobić, od czego zacząć, jak zagadać (to było akurat zbędne), i jak poprowadzić natarcie. Otrzymywał szczegółowe instrukcje, które tylko jeszcze mocniej rozpalały jego wyobraźnię.
Aż nadszedł wymarzony dzień. Gąska wypucował genitalia pod prysznicem, ogolił się, podciął wąsa przed lustrem (wtedy wszyscy nosili wąsy), wyperfumował się „Warsem”, jeszcze w koszarach walnął setkę dla kurażu, potem drugą, zagryzł miętusem, żeby damie w pysk wódą nie chuchać i ruszył w stronę bramy, za którą czekali już na niego kumple....
I już, już miał przejść obok okienka dyżurnego, gdy usłyszał za sobą głos porucznika. Oficer przywoływał jego, Gąskę właśnie. Był to powszechnie znienawidzony porucznik, który nosił przezwisko „Abstynent”, którego genezy tłumaczyć nie trzeba. Bardziej niż zwykli żołnierze nienawidziła go chyba jednak kadra, bo kapował i nigdy się nie chciał napić.
Porucznik obejrzał sobie Gąskę – czy pas regulaminowo, czy guziki itepe – i coś zwróciło jego uwagę. - Chuchnijcie no, szeregowy – nakazał Gąsce i wysunął w jego stronę swój nochal. Nozdrza poruszały mu się jak u psa.
Na nic zdała się mięta - „Abstynent” wyczuł, co miał wyczuć i zawrócił Gąskę spod bramy. Przydzielił rejony i poczęstował żołnierza antyalkoholową pogadanką. Nawet nie wiedział, jak mocno zranił psychikę młodego człowieka.
Tej nocy szeregowy Gąska, zmęczony sprzątaniem, ale nie na tle, aby nie dokonać pod kocem podwójnego samogwałtu, którym zrekompensował sobie brak kobiety, do ana obmyślał najbardziej okrutne metody tortur i śmierci, jakie należały się porucznikowi „Abstynentowi”.
Niezaspokojona młoda chuć potrafi być straszna. Pamiętajcie o tym, panowie oficerowie.
- Zaloguj się lub zarejestruj by komentować
Zaciągnij sie (logowanie)
*Przypomnij hasło |
Pomoc
Nie zaciągnąłeś się jeszcze? załóż sobie konto.
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej






Tak nie wolno panie poruczniku
A jaki był ciąg dalszy opowieści czy koledzy pomogli Gąsce za drugim razem skoro za pierwszym Abstynent go wyczaił nim zdążył spotkać się z Jadzią?
Jakież wielkie musiało
Jakież wielkie musiało być rozczarowanie zacnego żołnierza... Mistrzowsko napisana historia! Pozdrawiam Pana Generała oraz Pana Pułkownika gorąco :)
...
A może pan porucznik uratował chłopaka od bylejakości ( kto wie? może nawet przed wizytą u dermatologa) w sprawach w których powinien decydować sam zainteresowany. A nie banda erotomanów.
Do kocerka
Masz Stasiu racje mówiąc że go ustrzegł przed przykrą dolegliwością.A tak notabene nie wydaje się mi żeby to było prawdziwe zdarzenie.