A
A
A
Wóda i seks, dwa męskie żywioły
Tydzień temu zaprzyjaźniony z naszym portalem psycholog wojskowy opowiedział nam historię księdza kapitana, którego leczył z impotencji. Ale nie po to, aby ksiądz mógł używać, ale aby odzyskał wiarę w siebie. Dziś kolejna pikantna historia.
Kiedyś dostałem propozycję wygłoszenia pogadanki na temat nałogów przed słuchaczami Szkoły Podoficerskiej we Wrocławiu. To było kilka lat temu, gdy wojsko odkryło nagle, że duża część kadry podoficerskiej to pijusy. To trochę jak z tego rysunku Mleczki: żona odkrywa kołdrę, a tam mąż bez nóg. A ona: - Stefan, zawsze podejrzewałam, że coś przede mną ukrywasz... Ale do rzeczy.
Nie chciałem im truć tylko o wódzie jak na AA, więc postanowiłem opowiedzieć im o tym, że seks bywa nałogiem, którym nierzadko zastępujemy sobie inny nałóg. I że jak każdy nałóg, tak i ten jest podstępny, zaborczy, zgubny. Najbardziej odpowiednia wydała mi się historia inżyniera Wilka, w której przenikały się dwa żywioły: wódka i seks.
Inżynier Wilk był dyrektorem dużej firmy geodezyjnej i alkoholikiem, o czym dowiedział się podczas odwyku, na który trafił, gdy po pijaku roztrzaskał służbową limuzynę. Zarabiał pięknie, jeszcze piękniej pieniądze trwonił. Mimo rozrzutności i wielodniowych ciągów, okazał się jednak na tyle życiowo zaradny, że udało mu się postawić dom. Właśnie przeanalizowana podczas terapii historia tej budowy uświadomiła go, jak bardzo jego życie skupione było na piciu i podporządkowane wódce.
Zaczęło się od projektu, w którym ku rozbawieniu architekta, jakiemu zlecono nadzór, centralnym miejscem okazał się bar. Od zaprojektowania baru rozpoczynały się wszystkie rozmowy prowadzone na ogół przy flaszce, a jakże!. Wyglądało to tak, jakby najpierw na działce musiał stanąć bar, a dopiero wokół niego miał być nadbudowany dom dla rodziny inżyniera Wilka.
Inżynier szukał fachowych czasopism na temat urządzania barów, ale rynek wydawniczy nie reagow
ał jeszcze wtedy na tak wyrafinowane potrzeby. To była końcówka lat dziewięćdziesiątych, w kioskach sprzedawano już czasopisma „Mój Ogród”, „Moja Kuchnia”, „Moja Weranda”, a nawet, o dziwo, „Moja Łazienka” — tak, jakby ktoś co kwartał skuwał kafle w ubikacji i urządzał ją sobie na nowo. Ale magazynu „Mój Bar” — nie było!
Więc jeździł pan inżynier po knajpach, hotelach, klubach nocnych. Podglądał, odrysowywał, kielicha zaliczał albo ostrą banię. Pożyczał też filmy video, wystarczyło, że kawałek akcji rozgrywał się gdzieś przy domowym albo knajpianym barze... Ileż to on miał dylematów projektowych! Czy usadowić bar w kącie salonu, przy wyjściu na taras, ale przecież tam byłby ten bar niewidoczny? Czy też może naprzeciw wejścia, żeby rzucał się w oczy, jak cygański nagrobek na cmentarzu? Czy ma być półokrągły, nerkowaty czy prostokątny? A może w kształcie litery „L”?
O ile w przypadku sypialni, salonu, kuchni czy garażu wszelkie sprawy projektowe i wykonawcze inżynier zrzucał na architekta i żonę, to w sprawie baru czuwał osobiście nad każdym szczegółem. Nad technologią ogrzewania domu — jaką wybrać — zastanawiał się 20 minut. Nad barkiem — 20 dni. Inżynier Wilk jawił się otoczeniu niczym proboszcz, który stawiając nową świątynię, najmocniej troszczy się o ołtarz.
Potem długo zastanawiał się, co ma leżeć na kontuarze. Marmur? Granit? Glazura? Drewno? Jak drewno, to jakie? A może blacha miedziana byłaby dobra?
I dalej: jakie stołki kupić? Wysokie? Mocowane do podłoża czy przesuwane? Z oparciem czy bez? Ludowe, kowbojskie czy nowoczesne, takie z chromowaną nogą na talerzu?
I kolejny problem: czy półki mają być wyłożone lustrami, żeby stwarzały wrażenie obfitości, czy może pójść w ascezę? Następnie — oświetlenie. Punktowe czy neonowe? Stylizowane czy nowoczesne? Białe czy barwne? Przyćmione czy jaskrawe? A ile starań i oszczędności poszło w gruntowne wyposażenie baru!
Gdy bar był już gotowy i zapełniony, stał się właściwie jedyną wykończoną częścią domu. Bo wszędzie coś było niedorobione, rozbabrane, zawieszone na kołku. W salonie rodzina Wilków siedziała na starym wypoczynku, ale przy barze stały stołki obite prawdziwą skórą z zebry. Pani Wilk nie miała miksera i zmywarki, ale w bar wbudowana była profesjonalna, chromowana kostkarka do lodu eksluzywnej firmy Motta. W kuchni mięso chłodziło się w starej, radzieckiej jeszcze, lodówce Mińsk, ale w barku piwo leżało sobie w nowoczesnym Boschu. Kawę do śniadania piło się u Wilków z poszczerbionych kubków, ale whisky z kryształowych szklaneczek z grubym dnem.
A najbardziej przejmujące było to, że on wcale nie zdawał sobie sprawy z tej swojej obsesji. To się fachowo nazywa "koncentracją życia wokół picia"... - taką mniej więcej konkluzją zakończyłem wódczaną część opowieści o inżynierze Wilku. I wtedy uniósł się jakiś sierżant.
- Miało być o dupceniu — powiedział z pretensją. Pośpieszyłem spełnić jego życzenie.
Gdy inżynier Wilk wyszedł z odwyku, wpadł w szpony kolejnego nałogu. Zaczął ganiać za babami.
Teraz jego życie skoncentrowało się wokół seksu. Kupił kawalerkę na mieście i przerobił ją na eksluzywną erotyczną skrytkę. Tak, jak kiedyś w bar, tak teraz całe serce włożył w urządzenie tego gniazdka schadzek, tej jebialenki. A więc, jakie wybrać łóżko: tradycyjne czy może wodne? Okrągłe i obrotowe czy kwadratowe, stojące? Z ramą obitą miękkim pluszem czy z metalową, staroświecką, do której można przypiąć kogoś kajdankami? Samych kajdanek, rzecz jasna, też nie mogło zabraknąć. Miał ich inżynier cały wybór: tradycyjne, z futerkiem, rzemienne, odblaskowe z plastiku... Były pochowane w różnych miejscach garsoniery, jak broń w domu zawodowego killera.
Sporo pieniędzy zainwestował inżynier w elektronikę. Kamera jawna i ukryta, uruchamiana tajnym pstrykaczem pod łóżkiem. Plazma na ścianie i telewizor w łazience, żeby stale trwał nastrój rui. Bo na ekranie nieustanna orgia, czysty erotyczny zachłyst bez jałowych dialogów i tępej fabuły o niczym. Inżynier miał ponad tysiąc filmów porno i kilkadziesiąt niby przyzwoitych, ale takich, w które wmontowano sceny działające na mózg podprogowo. Sceny seksu, które są tak krótkie, że nie rejestruje ich oko, ale mózg - tak. Człowiek ogląda na przykład komedię z Louisem de Funes i nie wie, dlaczego nagle piekielnie chce mu się zrobić komuś laskę.
A do tego światła zapalane na hasło głosowe, muzyka z wysokiej klasy sprzętu, no i lustra... Lustra w suficie, lustra w ścianach, lustra w drzwiach, lustra w podłodze. On widział też siebie w tych lustrach i żeby móc się oglądać bez obrzydzenia, zaczął ćwiczyć, pakować. W wieku pięćdziesięciu lat zaczął wrzucać w siebie sterydy, anabole, stosować białkowe diety. No..., kogut z odzysku.
A zapachy, jakie tam rozsiewał! Odświeżacze do powietrza - z feromonami. Perfumy - z feromonami. Świecie aromatyczne - z feromonami. Mydło - z feromonami. A kolekcja kondomów, zabawek, wibratorów, masek, pasów, kulek analnych, powrozów, rzemieni, rękawic., depilatorów... No i wspomagacze: viagra, johimbina, hiszpańska mucha, maść rozgrzewająca, maść na opóźnienie, witaminy w turbodawkach.
Kogo on tam nie miał w tym swoim studio? Co weekend nowa kobieta upolowana na mieście, a na co dzień płatne panny z agencji. Pięć romansów ciągniętych jednocześnie. Stałe niezaspokojenie i wyczerpanie. Wciąż na granicy obłędu. Seks przed pracą, seks w czasie pracy, seks po pracy.
To wszystko pożerało potworne sumy, inżynier brał fuchy, harował po nocach.
Szkoda mi było inżyniera Wilka, gdy rozpaczliwie prosił w moim gabinecie o ratunek. Szkoda mi go było, lecz cokolwiek w skrytości o nim sądziłem i jakkolwiek go oceniałem, to po cichu, po męsku, musiałem mu przyznać, że co użył, to jego. I że nikt mu tego nie odbierze.
I trzeba przyznać, że cała sala podoficerów jak jeden mąż podzielała moją zazdrość. Wyraził to najdobitniej wspomniany sierżant, który z zawiścią w głosie powiedział: - Se facet poruchał, kurwa mać, co?
- Mhm – przytaknęła zbiorowo sala. Cel terapeutyczny pogadanki został tym samym chybiony.
- Zaloguj się lub zarejestruj by komentować
Zaciągnij sie (logowanie)
*Przypomnij hasło |
Pomoc
Nie zaciągnąłeś się jeszcze? załóż sobie konto.
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej
By oglądać tą stronę potrzebujesz dodatku Flash Player w wersji 8 lub wyższej





